**********************PO
OKOŁO TRZECH GODZINACH********************
`Boże jak mi się w głowie kręci ! hahahahaha. Nie, cicho, jest zaje***cie !
hahahahaha.` - tak, moje myśli z teraz. Nie no, nie potrafię nad tym panować.
Liam, jedyny trzeźwy zadzwonił po taksówkę. Czekaliśmy przed klubem cały czas
się śmiejąc i wygłupiając. Byłam wtulona w ramiona Harry’ego, a w ręce
trzymałam szpilki i wymachiwałam nimi na wszystkie strony; pewnie w szpilkach
już dawno leżałabym na chodniku. Liam trzymał pod ręką Danielle, bo ta też
nieźle się dzisiaj bawiła. Louis i Eleanor trzymali się wzajemnie, bo podobnie
jak ja z Harry’m starali się utrzymać równowagę. Niall i Jessica stali koło
siebie wygłupiając się cały czas i rozśmieszając nas. Nie zmienia to faktu, że
też kołysali się na nogach. Zayn z tą całą Perrie obściskiwał się na boku. Nie
znam jej to nie będę oceniać, ale wepchnęła mi się jak ja chciałam zeswatać
mojego… eee… ex przyjaciela ? ehh, no trudno… Mniejsza już o tą sprawę. No
więc, jak chciałam zeswatać mulata z Jess. Mam nadzieję, że jak już mi minie to
ją bliżej poznam; jestem pewna, że zyska przy bliższym poznaniu. Wreszcie
podjechała specyficzna dla Londynu żółta taksówka. O ile ona jest żółta, bo ja
ją widzę w kilku kolorach. `Chyba mi tam coś dosypali…` - pomyślałam wsiadając
do samochodu. Tym razem już się raczej nie zmieścimy, bo jedzie z nami nowa
dziewczyna Zayn’a i moja przyjaciołka. Jess po mimo, że poznała już chłopaków
to czuje się nadal nieswojo. Z tego powodu w pierwszej taksówce jedzie właśnie
ona, ja, Harry i Niall. W drugiej jak mi się wydaje Louis, El, Liam i Danielle.
Zayn i Perrie jadą sami w trzeciej. Nie mogłam opanować śmiechu, a Harry cały
czas mnie szczypał, dosłownie wszędzie. Nawet nie wiem kiedy przebiliśmy ta
całą drogę; tak szybko mi minęła. Cała ekipą weszliśmy do domu. Poszłam do
kuchni napić się tym razem wody, a w tym czasie reszta była już w swoich
pokojach. Idąc korytarzem do pokoju słychać było dochodzące zza drzwi śmiechy.
Harry cały czas mnie obejmował i całował. Weszliśmy do pokoju, a on rzucił się
na mnie i upadłam na łóżko. Nie przestawał mnie całować. To co teraz czułam
było niewyobrażalne. Nawet nie zauważyłam kiedy zleciały z nas ubrania, jednak
nie przeszkadzało mi to. W pewnym momencie loczek zabrał się za mój stanik. Na
szczęście po mimo ilości procentów w moim organizmie w odpowiednim momencie z
powrotem go zapięłam. Nie wie ile
jeszcze to trwało, ale pamiętam, że zeszliśmy jeszcze po 2 kieliszki i jakieś
trunki. W pokoju jeszcze wypiliśmy kilka drinków i fil mi się urywa. Wiem
tylko, że było… przyjemnie.
******************************RANO *******************************
Kiedy się obudziłam byłam wtulona w Hazzę. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że
byliśmy nadzy. Mam nadzieję, że nie wydarzyło się to co jedyne przychodziło mi
w tym momencie do głowy. Kocham go, ale dla mnie to za wcześnie… Podniosłam
lekko głowę i od razu wróciłam do poprzedniej pozycji łapiąc się spontanicznie
za głowę, bo w tym samym momencie kiedy się podniosłam głowa zaczęła mnie
strasznie boleć. Przetarłam oczy i spojrzałam na Hazzę.
- Harry, Harry. Obudź się- zaczęłam szturchać chłopaka. Loczek zaczął coś
mamrotać i spojrzał się na mnie; przyciągnął mnie do siebie i zapytał:
- kochanie co tu się działo ? – zaspanym głosem.
- miałam nadzieję, że ty pamiętasz, bo mi się film urywa po tym jak zrobiliśmy
sobie kolejne drinki – odpowiedziałam z zażenowaniem w głosie.
- czyli piliśmy jeszcze drinki, to już wiem więcej – powiedział ironicznie.
Zapadła cisza. Biłam się z myślami. Nie mogłam uwierzyć w to co zrobiliśmy;
zachowaliśmy się jak niedojrzałe dzieci. A co w tym wszystkim jest najzabawniejsze
? Nie pamiętam swojego pierwszego razu. Wyjazd do Londynu miał mi pomóc, a nie
od nowa zepsuć życie. Nie chodzi mi o to, że jestem jakimś odmieńcem i nie chcę
mieć dzieci. Po prostu nie jestem gotowa. Nie umiem zapanować nad swoim życiem, a mam jeszcze dbać o małe
dziecko. Ale była jeszcze nadzieja, może nic z tego nie wynikło. W końcu padło
pytanie którego tak bardzo bałam się zadać :
- czy my… Czy się zabezpieczaliśmy ? – zapytał Harry
- nie wiem – odpowiedziałam zrezygnowanym głosem – a miałeś ? – dodałam
- nie – odpowiedział. Puste `nie`. `Nie`, które sprawiło, że Twoje życie legło
w gruzach. Nienawidzę siebie za to. Nienawidzę ! Łzy napływały mi do oczu.
Szarpnęłam koc, który leżał na krześle obok łóżka i szybko się nim okryłam. Na
pół pijanym krokiem poszłam do łazienki. Zakręciło mi się w głowie; nie
wiedziałam czego to wina… Alkoholu, czy… Bałam się o tym myśleć. Zaczęłam
płakać. Weszłam pod prysznic i stałam pod strumieniem wody. Nie myślałam kompletnie
o niczym. Lałam wodę na twarz, żeby nie czuć swoich łez. Otarłam się ręcznikiem
i szybko założyłam krótkie spodenki i koralową koszulę. Oparłam ręce na zlewnie
i spojrzałam w lustro. `Ty głupia ! Co zrobiłaś !` -mówiłam sama do siebie. Nie
mogłam dłużej patrzeć na swoje odbicie w lustrze. Osunęłam się po ścianie i
usiadłam na podłodze. Zaczęłam płakać jeszcze bardziej. Łzy spływały mi
potokami po policzkach. `A może odejdę ? Wtedy nie będę już miała problemów. Poczekam
na Harry’ego tam… W niebie` - pomyślałam i zaczęłam szukać wzrokiem czegoś
ostrego. Nie chciałam odbierać sobie życia, ale inaczej nie potrafiłam. W swoim
przekonaniu utwierdziło mnie to, że myśli samobójcze mam już drugi raz w
przeciągu 24 godzin. Wreszcie moim oczom ukazała się granatowa żyletka. Jej
ostrza połyskiwały w promieniach słońca dostających się przez małe okienko.
Wstałam, zrobiło mi się niedobrze i zanim sięgnęłam po narzędzie zbrodni
nachyliłam się na toaletą. Miałam nadzieję, że przyczynom jest alkohol. Otarłam
usta papierowym ręcznikiem i z powrotem poszłam w stronę pułki. Wzięłam żyletkę
i usiadłam tam gdzie wcześniej. Zbliżyłam ostre narzędzie do lewego nadgarstka.
Ręka zaczęła mi się lekko trząść. Wiedziałam, że tak będę najlepiej. Nie
widziałam innego rozwiązania, a skoro wszystkie problemy mają rozwiązanie ten
też musiał mieć; właśnie to. Przycisnęłam żyletkę do ręki i przesunęłam. Szybko
zrobiłam jeszcze dwa takie ruchy. Mój nadgarstek był bogatszy w trzy krwawe
kreski. Nagle krwi przybywała, a ja nie potrafiłam tego opanować. Serce biło mi
coraz szybciej. Podbiegłam do zlewu i odkręciłam wodę. Zanim oblałam całą ranę,
zaczęło mnie mocno szczypać. Odsunęłam rękę i ukucnęłam z ręką na nim. Nie
potrafiłam sobie wytłumaczyć dlaczego tak zareagowałam. Mogłam siedzieć w
miejscu i się wykrwawić. Tylko mnie przez to mocniej szczypie, a i tak się
wykrwawię tyle, że nad zlewem. Kucałam tak przy zlewie i zamknęłam oczy. Całe
życie stanęło mi przed nimi. Nie wiem co się teraz stanie, ale boję się tego.
Tak cholernie się boję ! Utopiłam palec we krwi i napisałam na płytkach podłogi
`I love u Harry xx`. Płakałam jeszcze bardziej. Nie wiedziałam czy ratować
swoje życie, czy poddać się.
trochę długo nie dodawałam ;< przepraszam ;** ej to nie fair ! ;c też Was kocham obserwatorzy który mnie opuścili -.- pozdrawiam środkowym palcem ;* no nie ! ;/ wródźcie <3 dobra, mniejsza o to ... zapraszam na mojego drugiego bloga, mam nadzieję, że się spodoba i dodacie się tam też do obserwatorów i będziecie komentować ;* ---> http://ulagramza.blogspot.com/ (blog o mnie i moim dziwnym życiu; o modzie, muzyce i wszystkim co mnie otacza) btw wydawało mi się, że ten rozdział jest dłuższy ... nie mam weny po prostu ;/
niedziela, 24 czerwca 2012
poniedziałek, 11 czerwca 2012
13. Nie spodziewałam się takiego przebiegu wydarzeń
Nagle
poczułam, że ktoś mocną pociągnął mnie za rękę. `Czyli żyję ?` pomyślałam.
Upadłam na zimny beton. Otworzyłam oczy i ukazała mi się młoda dziewczyna.
Miała duże niebieskie oczy, zgrabny nos i wąskie usta. Jej cera była dość
blada, a policzki lekko zarumienione; pewnie za sprawą delikatnego makijażu. Na
jej twarz opadały długie, proste kosmyki ciemno-brązowych włosów. Chociaż nie
wiedziałam jej całej wiem, że jest szczupła. Tyle udało mi się wywnioskować
przy tym świetle.
- odbiło Ci ?! – krzyknęła zdenerwowana i wystraszona
- eee, nie – odparłam, zupełnie lekceważąc jej zdenerwowanie
- dlaczego chciałaś to zrobić ? – zapytała delikatniejszy tonem, głośno sapiąc
- rodzice nie kazali mi rozmawiać z nieznajomymi – nie wiem czemu tak się zachowałam…
- no dobrze spokojnie. Mam na imię Jessica. Podać Ci wiek, miejsce i datę urodzenia, nazwisko, miejsce zamieszkania… Życiorys ? – odpowiedziała trochę wkurzona moimi chamskimi odpowiedziami. Nie dziwię się, ona mi uratowała życie, a ja jej tu skaczę do gardła.
- przeżyję bez tych wiadomości – odpowiedziałam, starają się uspokoić – no sory, nie wiem co mnie napadło – dodałam kiedy zobaczyłam, że Jessica patrzyła w zupełnie inną stronę i miała dziwny wyraz twarzy
- ja Ci tu życie ratuję, a ty mi z takimi tekstami ? - powiedziała, nadal nie patrząc się na mnie. Zapadła cisza. Nie wiedziałam jak się zachować. Nie minęły mi tamte emocje. Znowu przypomniał mi się Zayn i miałam ochotę przytulić się do Harry’ego. Właściwie to najbardziej miałam ochotę stanąć z powrotem na tym moście i od razu skoczyć, a nie rozmyślać tak jak wtedy. Nie wiedziałam czy wstać, podziękować i odejść. Rozbawiło mnie lekko to jakby to miało brzmieć… `Dziękuję za uratowanie mi życia, teraz już idę, cześć` pomyślałam. Tak; zupełnie chamsko.
- ja jestem Julia – powiedziałam, przerywając to krępujące milczenie. Dziewczyna przyjrzała mi się, zmarszczyła brwi i powiedziała:
- ej, a ty nie jesteś czasem ta dziewczyna Styles’a ? – nadal patrzyła się na mnie tak dziwnie
- tak to ja – powiedziałam z lekkim uśmiechem. Większego nie dałam rady w tej sytuacji zrobić, był to uśmiech wywołany przez niego… - a ty jesteś Directionerką ? Może chcesz jego autograf albo chcesz mnie pobić za to, że wybrał mnie ? – powiedziałam, bo pewnie gdybym się nie odezwała to dalej byśmy tak patrzyły bezczynnie w niebo
- nie, ja nie z tych – odpowiedziała uśmiechając się – ale wiesz, autografem nie pogardzę – dodała i obie wybuchłyśmy śmiechem
- no to chodź – wstałam ledwo na siłach i zakołysałam się, bo alkohol uderzył mi właśnie do głowy. Podałam dziewczynie rękę.
- lepiej wstanę sama, bo jeszcze Cię przewrócę – powiedziała w odpowiedzi na moją wysuniętą w jej stronę rękę. Wstała i zapytała:
- ale tak w ogóle to gdzie my idziemy ? – marszcząc brwi, ale w inny sposób niż wtedy
- no bo ja jestem teraz z całym zespołem i ich dziewczynami w Fabric no i pójdziesz tam ze mną – odpowiedziałam – tylko nie piszcz ! – dodałam przymykając oczy
- co ?! Poznam ich ?! – głośno powiedziała patrząc na mnie jeszcze większymi oczami
- no tak ! – odparłam śmiejąc się – wiem co czujesz. – dodałam i uśmiechnęłam się, podnosząc jeden kącik ust wyżej. Nagle wpadłam na genialny pomyśl. Wykorzystam trochę mojego anioła stróża, ale myślę, że nie będzie miała nic przeciwko. Dobra, plan jest taki: W miarę możliwości (bo nie wiem w jakim stanie jest teraz Zayn i gdzie w ogóle jest) przedstawię mulatowi Jess. Według mnie jest w jego typie, no i nie powiem, jest ładna. Tylko muszę wymyślić jakiś sposób jak to zrobię… W pewnym momencie zorientowałam się, że nie wiem gdzie tak właściwie idę i stanęłam jak wryta.
- Jess, gdzie my w ogóle jesteśmy ? – zapytałam przerażona
- no to ty chyba powinnaś wiedzieć. – powoli mówiła
- ja tu jestem od dwóch tygodni ! – odpowiedziałam
- spokojnie, to ja tu narzucam drogę. – zaczęła się śmiać – jesteś na tyle pijana, że nawet tego nie zauważyłaś. Gdyby nie ja to nie wiadomo gdzie byś się obudziła… i czy w ogóle byś się obudziła. – dodała
- dobra dobra, nie pochlebiaj sobie. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Swoją drogą dziwię się, że po prawie całej butelce wódki i 2. drinkach jestem na chodzie. No przynajmniej wydaje mi się, że tyle wypiłam.
- ej a w ogóle ile ja tej wódki wypiłam ? – zapytałam zaniepokojona
- chyba nie jesteś wielbicielem trunków co ? – stwierdziła z uśmiechem na twarzy moja wybawicielka
- no nie. Nie mam dużego doświadczenia, a co ? – odpowiedziałam
- bo wypiłaś gdzieś… O tyle – powiedziała pokazując pacami odległość około 8 cm
- myślałam, że dużo więcej… - powiedziałam - ej, ale my ją tam zostawiłyśmy ? No i się zmarnuje. – dodałam. W odpowiedzi dziewczyna wybuchła śmiechem. Rozmawiałyśmy tak jeszcze kilka minut, a ja w głowie układam plan `Zess`. Nazwę wzięłam z ich imion i wyszło całkiem zabawnie. Tak sobie myślę, że Zayn’owi po takich przejściach nie jest w głowie związek. Chyba poczekam z tym planem, aż sytuacja się sytuacja uspokoi, a może samo z siebie wyjdzie jak się spotkają. Wreszcie moim oczom ukazał się klub. Zdziwiło mnie lekko to, że mam nadal przy sobie swoją torebkę, bo jak znam siebie powinnam zapomnieć ją wziąć. Wygrzebałam z torebki telefon i moim oczom ukazało się 50 nieodebranych połączeń od Harry’ego, 40 od Liam’a i tyle samo od Niall’a, do tego 36 od Louis’a, 20 od Eleanor, 22 od Danielle i ani jednego od Zayn’a. Trochę mi się smutno zrobiło, że Zayn nie zadzwonił, że mnie nie szuka. Usprawiedliwiałam go tym, że może nie wiedział. No ale skoro reszta się o tym dowiedziała, a Niall na pewno nie widział mnie wybiegającej z klubu, to skądś się musiał dowiedzieć. Może nie mogli go znaleźć… Kiedy zbliżałyśmy się do Fabric, Jess cała drżała z podekscytowania. Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się, a ona zaczęła skakać z radości. Zaczęłam się śmiać, gdy zobaczyłam podskakującą brunetkę. Weszłyśmy do klubu. W korytarzu stał Harry. Pobiegłam w jego stronę.
- Harry ! – krzyknęłam i rzuciłam się w jego ramiona
- Boże Julia, gdzie ty byłaś ?! Myślałem, że Ci się coś stało. Nie rób mi tego więcej – powiedział loczek mocno mnie przytulając.
- później Ci opowiem… - nie sądzę, żebym to kiedyś zrobiła, bo nie chcę, żeby Harry wiedział o mnie i Zayn’ie. To mógłby być dla niego wielki cios… Oparłam głowę o jego czoło, spojrzałam mu prosto w oczy i pocałowałam go. Wtedy przypomniałam sobie o mojej bohaterce – Jess. Odsunęłam się od Hazzy i spojrzałam na nią. Stała cały czas przy drzwiach i spalatała dłonie w każdy możliwy sposób. Uśmiechnęłam się i zrobiła gest dłonią na znak, żeby przyszła. Niepewnie szła w naszą stronę i miałam wrażenie, że była wyprostowana jak nigdy w życiu i każdy krok był przemyślany. Poprawiła włosy i w końcu stanęłam przed nami.
- to jest Jessica – z uśmiechem przedstawiłam chłopakowi moją nową… Mam nadzieję, że przyjaciółkę.
- Cześć, jestem…
- wiem – przerwała mu dziewczyna. Harry zaczął się śmiać i zaprosił dziewczynę na salę. Jess szła przodem. Harry zmarszczył brwi i zapytał się na ucho:
- Julia kto to jest ? – był chyba zaniepokojony. Nie wiem czemu. Właściwie to nawet mu się nie dziwię, Jess w jego oczach mogła być jakimś ‘’szpiegiem’’… Ale ja jej ufałam, a on, mam nadzieję, ufa mi, więc nie widzę problemu.
- wyjaśnię Ci wszystko jak będziemy w domu – odpowiedziałam – ale spokojnie, ona nie ma na celu zabicia Was i nie jest żadnym szpiegiem czy coś – dodałam. Szliśmy jeszcze chwilę kiedy dotarliśmy do baru, gdzie kręciła się reszta naszej bandy. Kiedy mnie zobaczyli podbiegli w moją stronę.
- Julia cholera, co ty odwalasz ? – powiedział Niall, który podbiegł do mnie pierwszy i przytulił się mocno- Chcesz żebyśmy tu umarli ze strachu o Ciebie ? – dodał blondyn. Następnie wszyscy prawili mi takie mini kazania, rzucali mi się w ramiona itp. No prawie wszyscy, Zayn’a nie było… Zaczęłam się rozglądać czy może gdzieś go tu nie ma. Niestety nigdzie go nie było. Lecz nagle… `No chyba nie` - pomyślałam, kiedy zobaczyłam na pół pijanego mulata z jaką blondyną w krótkich spodenkach przy barze. Już chciałam podbiec do niego i wygarnąć mu co o tym myślę. Powstrzymałam się, bo niby co bym mu powiedziała, że jest zwykłym draniem ? Przecież to ja go wystawiłam, kiedy wyznał mi co do mnie czuje. Czyli zazdrość ? Najwyraźniej… `Cholera` - pomyślałam podsumowując moje przemyślenia na ten temat. Wreszcie emocje opadły; olałam go. Teraz było 5 minut Jess.
- Tak w ogóle to chce Wam kogoś przedstawić – zaczęłam – to moja przyjaciółka… - zawahałam się używając tego słowa. Spojrzałam na brunetkę ta się uśmiechnęłam i przytaknęła, więc kontynuowałam – Jessica. Mam nadzieję, że polubicie ją tak samo jak ja. – zakończyłam moją prezentacje dziewczyny i czekałam na reakcję reszty. Wszyscy ciepło ją przyjęli. Nagle podszedł Zayn z jak później się dowiedziałam Perrie. W sumie dziewczyna niczego sobie… Jakby nie było urodą ją obdarzono, do tego miła i właśnie się skapnęłam, że bardzo utalentowana. Nie zważając na to kiedy ich zobaczyłam miałam ochotę odwrócić się i odejść. Niall zauważył moje zmieszanie...
- Julka długo Cię nie było, pewnie jesteś głodna. Chodź ze mną – wyskoczył z propozycją i bardzo dobrze, bo bym tam chyba oszalała. Harry został z Zayn’em i jego nową znajomością, Lou i El poszli zaciągnąć się świeżym powietrzem, a Dani z Liam’em szaleli na parkiecie. Usiadłam przy jednym z wolnych stolików, natomiast Niall zamówił coś jak wcześniej mówił pysznego. Podczas jego nie obecności musiałam spławić kilku frajerów, którzy myśleli, że mogą wszystko i ze wszystkimi. `Pewnie jacyś upici i naćpani debile albo jacyś striptizerzy` - pomyślałam i olałam sytuację. Wreszcie pojawił się Niall z dużą pizzą hawajską. Blondyn spojrzał na mnie wzrokiem jakiego u niego jeszcze nie widziałam. To spojrzenie było takie przenikliwe, wyczytałam, że chce wiedzieć o co chodzi… Boże, do tego te niebieskie tęczówki. Ahh.
- Moja ulubiona – powiedziałam, żeby nie zaczął tematu
- Ooo, moja też, piona – odpowiedział Horan wyciągając rękę. Przybiłam i zabrałam się do jedzenia. Nawet nie wiem kiedy zeszły już 3 kawałki. To pewnie przez to, że naprawdę miło rozmawiało mi się z Niall’em. `Hmm. Zastępca Zayn’a ? W sumie od początku miałam z nim dobre kontakty.` pomyślałam, mieląc w buzi kawałek pizzy. Niall po wypiciu całej coca-coli poszedł do toalety, a ja znowu zostałam sama i mam nadzieję, że nie będę musiała nikogo przeganiać. Skorzystałam z chwili i zaczęłam rozmyślać o wydarzeniach z ostatnich czterech godzin. `Już czterech ?` - pomyślałam i spojrzałam na telefon. Jest 1.30, a my chyba nadal nie zamierzamy się stąd ewakuować. `No to czas na te przemyślenia` - mówiłam sama do siebie w głowie. Biorąc pod uwagę plusy tych ostatnich godzi to zdobyłam dwóch nowych przyjaciół, dowiedziałam się, że przez obrzydzenie do alkoholi nie potrafię wypić całej butelki wódki w jakieś 40 minut i trunki wcale tak źle na mnie nie działają, przynajmniej ta ilość którą wypiłam do teraz, bo nadal jakoś myślę trzeźwo. No to minusy; Zayn – to, że cholera się we mnie zakochał i najwyraźniej straciłam dobrego przyjaciela, te 40 minut poza Fabric. Czyli remis… Zobaczymy co się jeszcze wydarzy; w końcu miała zalać smutki i żyć teraźniejszością. Horan się nadal nie pojawiał, więc podeszłam do baru, usiadłam na wysokim czerwonym krześle i zamówiłam drinka.
13 rozdział; mam nadzieję, że nie pechowy i Wam się spodoba ;* ;D Weszłam na bloga i jak zobaczyłam 2O obserwatorów to szalałam ze szczęścia <3 no ale jak widać nie przypadłam komuś do gustu i mam 19 obserwatorów ;c no nic, mniejsza o to ;p teraz chyba będę częściej dodawać rozdziały, bo w szkole większy luz ^^ chociaż mądra pani dyrektor przedłużyła termin na wystawianie ocen do 25 także pozdrawiam -.- no to chyba tyle... xd komentujcie, obserwujcie, polecajcie itd. ;3 paa ;***
- odbiło Ci ?! – krzyknęła zdenerwowana i wystraszona
- eee, nie – odparłam, zupełnie lekceważąc jej zdenerwowanie
- dlaczego chciałaś to zrobić ? – zapytała delikatniejszy tonem, głośno sapiąc
- rodzice nie kazali mi rozmawiać z nieznajomymi – nie wiem czemu tak się zachowałam…
- no dobrze spokojnie. Mam na imię Jessica. Podać Ci wiek, miejsce i datę urodzenia, nazwisko, miejsce zamieszkania… Życiorys ? – odpowiedziała trochę wkurzona moimi chamskimi odpowiedziami. Nie dziwię się, ona mi uratowała życie, a ja jej tu skaczę do gardła.
- przeżyję bez tych wiadomości – odpowiedziałam, starają się uspokoić – no sory, nie wiem co mnie napadło – dodałam kiedy zobaczyłam, że Jessica patrzyła w zupełnie inną stronę i miała dziwny wyraz twarzy
- ja Ci tu życie ratuję, a ty mi z takimi tekstami ? - powiedziała, nadal nie patrząc się na mnie. Zapadła cisza. Nie wiedziałam jak się zachować. Nie minęły mi tamte emocje. Znowu przypomniał mi się Zayn i miałam ochotę przytulić się do Harry’ego. Właściwie to najbardziej miałam ochotę stanąć z powrotem na tym moście i od razu skoczyć, a nie rozmyślać tak jak wtedy. Nie wiedziałam czy wstać, podziękować i odejść. Rozbawiło mnie lekko to jakby to miało brzmieć… `Dziękuję za uratowanie mi życia, teraz już idę, cześć` pomyślałam. Tak; zupełnie chamsko.
- ja jestem Julia – powiedziałam, przerywając to krępujące milczenie. Dziewczyna przyjrzała mi się, zmarszczyła brwi i powiedziała:
- ej, a ty nie jesteś czasem ta dziewczyna Styles’a ? – nadal patrzyła się na mnie tak dziwnie
- tak to ja – powiedziałam z lekkim uśmiechem. Większego nie dałam rady w tej sytuacji zrobić, był to uśmiech wywołany przez niego… - a ty jesteś Directionerką ? Może chcesz jego autograf albo chcesz mnie pobić za to, że wybrał mnie ? – powiedziałam, bo pewnie gdybym się nie odezwała to dalej byśmy tak patrzyły bezczynnie w niebo
- nie, ja nie z tych – odpowiedziała uśmiechając się – ale wiesz, autografem nie pogardzę – dodała i obie wybuchłyśmy śmiechem
- no to chodź – wstałam ledwo na siłach i zakołysałam się, bo alkohol uderzył mi właśnie do głowy. Podałam dziewczynie rękę.
- lepiej wstanę sama, bo jeszcze Cię przewrócę – powiedziała w odpowiedzi na moją wysuniętą w jej stronę rękę. Wstała i zapytała:
- ale tak w ogóle to gdzie my idziemy ? – marszcząc brwi, ale w inny sposób niż wtedy
- no bo ja jestem teraz z całym zespołem i ich dziewczynami w Fabric no i pójdziesz tam ze mną – odpowiedziałam – tylko nie piszcz ! – dodałam przymykając oczy
- co ?! Poznam ich ?! – głośno powiedziała patrząc na mnie jeszcze większymi oczami
- no tak ! – odparłam śmiejąc się – wiem co czujesz. – dodałam i uśmiechnęłam się, podnosząc jeden kącik ust wyżej. Nagle wpadłam na genialny pomyśl. Wykorzystam trochę mojego anioła stróża, ale myślę, że nie będzie miała nic przeciwko. Dobra, plan jest taki: W miarę możliwości (bo nie wiem w jakim stanie jest teraz Zayn i gdzie w ogóle jest) przedstawię mulatowi Jess. Według mnie jest w jego typie, no i nie powiem, jest ładna. Tylko muszę wymyślić jakiś sposób jak to zrobię… W pewnym momencie zorientowałam się, że nie wiem gdzie tak właściwie idę i stanęłam jak wryta.
- Jess, gdzie my w ogóle jesteśmy ? – zapytałam przerażona
- no to ty chyba powinnaś wiedzieć. – powoli mówiła
- ja tu jestem od dwóch tygodni ! – odpowiedziałam
- spokojnie, to ja tu narzucam drogę. – zaczęła się śmiać – jesteś na tyle pijana, że nawet tego nie zauważyłaś. Gdyby nie ja to nie wiadomo gdzie byś się obudziła… i czy w ogóle byś się obudziła. – dodała
- dobra dobra, nie pochlebiaj sobie. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Swoją drogą dziwię się, że po prawie całej butelce wódki i 2. drinkach jestem na chodzie. No przynajmniej wydaje mi się, że tyle wypiłam.
- ej a w ogóle ile ja tej wódki wypiłam ? – zapytałam zaniepokojona
- chyba nie jesteś wielbicielem trunków co ? – stwierdziła z uśmiechem na twarzy moja wybawicielka
- no nie. Nie mam dużego doświadczenia, a co ? – odpowiedziałam
- bo wypiłaś gdzieś… O tyle – powiedziała pokazując pacami odległość około 8 cm
- myślałam, że dużo więcej… - powiedziałam - ej, ale my ją tam zostawiłyśmy ? No i się zmarnuje. – dodałam. W odpowiedzi dziewczyna wybuchła śmiechem. Rozmawiałyśmy tak jeszcze kilka minut, a ja w głowie układam plan `Zess`. Nazwę wzięłam z ich imion i wyszło całkiem zabawnie. Tak sobie myślę, że Zayn’owi po takich przejściach nie jest w głowie związek. Chyba poczekam z tym planem, aż sytuacja się sytuacja uspokoi, a może samo z siebie wyjdzie jak się spotkają. Wreszcie moim oczom ukazał się klub. Zdziwiło mnie lekko to, że mam nadal przy sobie swoją torebkę, bo jak znam siebie powinnam zapomnieć ją wziąć. Wygrzebałam z torebki telefon i moim oczom ukazało się 50 nieodebranych połączeń od Harry’ego, 40 od Liam’a i tyle samo od Niall’a, do tego 36 od Louis’a, 20 od Eleanor, 22 od Danielle i ani jednego od Zayn’a. Trochę mi się smutno zrobiło, że Zayn nie zadzwonił, że mnie nie szuka. Usprawiedliwiałam go tym, że może nie wiedział. No ale skoro reszta się o tym dowiedziała, a Niall na pewno nie widział mnie wybiegającej z klubu, to skądś się musiał dowiedzieć. Może nie mogli go znaleźć… Kiedy zbliżałyśmy się do Fabric, Jess cała drżała z podekscytowania. Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się, a ona zaczęła skakać z radości. Zaczęłam się śmiać, gdy zobaczyłam podskakującą brunetkę. Weszłyśmy do klubu. W korytarzu stał Harry. Pobiegłam w jego stronę.
- Harry ! – krzyknęłam i rzuciłam się w jego ramiona
- Boże Julia, gdzie ty byłaś ?! Myślałem, że Ci się coś stało. Nie rób mi tego więcej – powiedział loczek mocno mnie przytulając.
- później Ci opowiem… - nie sądzę, żebym to kiedyś zrobiła, bo nie chcę, żeby Harry wiedział o mnie i Zayn’ie. To mógłby być dla niego wielki cios… Oparłam głowę o jego czoło, spojrzałam mu prosto w oczy i pocałowałam go. Wtedy przypomniałam sobie o mojej bohaterce – Jess. Odsunęłam się od Hazzy i spojrzałam na nią. Stała cały czas przy drzwiach i spalatała dłonie w każdy możliwy sposób. Uśmiechnęłam się i zrobiła gest dłonią na znak, żeby przyszła. Niepewnie szła w naszą stronę i miałam wrażenie, że była wyprostowana jak nigdy w życiu i każdy krok był przemyślany. Poprawiła włosy i w końcu stanęłam przed nami.
- to jest Jessica – z uśmiechem przedstawiłam chłopakowi moją nową… Mam nadzieję, że przyjaciółkę.
- Cześć, jestem…
- wiem – przerwała mu dziewczyna. Harry zaczął się śmiać i zaprosił dziewczynę na salę. Jess szła przodem. Harry zmarszczył brwi i zapytał się na ucho:
- Julia kto to jest ? – był chyba zaniepokojony. Nie wiem czemu. Właściwie to nawet mu się nie dziwię, Jess w jego oczach mogła być jakimś ‘’szpiegiem’’… Ale ja jej ufałam, a on, mam nadzieję, ufa mi, więc nie widzę problemu.
- wyjaśnię Ci wszystko jak będziemy w domu – odpowiedziałam – ale spokojnie, ona nie ma na celu zabicia Was i nie jest żadnym szpiegiem czy coś – dodałam. Szliśmy jeszcze chwilę kiedy dotarliśmy do baru, gdzie kręciła się reszta naszej bandy. Kiedy mnie zobaczyli podbiegli w moją stronę.
- Julia cholera, co ty odwalasz ? – powiedział Niall, który podbiegł do mnie pierwszy i przytulił się mocno- Chcesz żebyśmy tu umarli ze strachu o Ciebie ? – dodał blondyn. Następnie wszyscy prawili mi takie mini kazania, rzucali mi się w ramiona itp. No prawie wszyscy, Zayn’a nie było… Zaczęłam się rozglądać czy może gdzieś go tu nie ma. Niestety nigdzie go nie było. Lecz nagle… `No chyba nie` - pomyślałam, kiedy zobaczyłam na pół pijanego mulata z jaką blondyną w krótkich spodenkach przy barze. Już chciałam podbiec do niego i wygarnąć mu co o tym myślę. Powstrzymałam się, bo niby co bym mu powiedziała, że jest zwykłym draniem ? Przecież to ja go wystawiłam, kiedy wyznał mi co do mnie czuje. Czyli zazdrość ? Najwyraźniej… `Cholera` - pomyślałam podsumowując moje przemyślenia na ten temat. Wreszcie emocje opadły; olałam go. Teraz było 5 minut Jess.
- Tak w ogóle to chce Wam kogoś przedstawić – zaczęłam – to moja przyjaciółka… - zawahałam się używając tego słowa. Spojrzałam na brunetkę ta się uśmiechnęłam i przytaknęła, więc kontynuowałam – Jessica. Mam nadzieję, że polubicie ją tak samo jak ja. – zakończyłam moją prezentacje dziewczyny i czekałam na reakcję reszty. Wszyscy ciepło ją przyjęli. Nagle podszedł Zayn z jak później się dowiedziałam Perrie. W sumie dziewczyna niczego sobie… Jakby nie było urodą ją obdarzono, do tego miła i właśnie się skapnęłam, że bardzo utalentowana. Nie zważając na to kiedy ich zobaczyłam miałam ochotę odwrócić się i odejść. Niall zauważył moje zmieszanie...
- Julka długo Cię nie było, pewnie jesteś głodna. Chodź ze mną – wyskoczył z propozycją i bardzo dobrze, bo bym tam chyba oszalała. Harry został z Zayn’em i jego nową znajomością, Lou i El poszli zaciągnąć się świeżym powietrzem, a Dani z Liam’em szaleli na parkiecie. Usiadłam przy jednym z wolnych stolików, natomiast Niall zamówił coś jak wcześniej mówił pysznego. Podczas jego nie obecności musiałam spławić kilku frajerów, którzy myśleli, że mogą wszystko i ze wszystkimi. `Pewnie jacyś upici i naćpani debile albo jacyś striptizerzy` - pomyślałam i olałam sytuację. Wreszcie pojawił się Niall z dużą pizzą hawajską. Blondyn spojrzał na mnie wzrokiem jakiego u niego jeszcze nie widziałam. To spojrzenie było takie przenikliwe, wyczytałam, że chce wiedzieć o co chodzi… Boże, do tego te niebieskie tęczówki. Ahh.
- Moja ulubiona – powiedziałam, żeby nie zaczął tematu
- Ooo, moja też, piona – odpowiedział Horan wyciągając rękę. Przybiłam i zabrałam się do jedzenia. Nawet nie wiem kiedy zeszły już 3 kawałki. To pewnie przez to, że naprawdę miło rozmawiało mi się z Niall’em. `Hmm. Zastępca Zayn’a ? W sumie od początku miałam z nim dobre kontakty.` pomyślałam, mieląc w buzi kawałek pizzy. Niall po wypiciu całej coca-coli poszedł do toalety, a ja znowu zostałam sama i mam nadzieję, że nie będę musiała nikogo przeganiać. Skorzystałam z chwili i zaczęłam rozmyślać o wydarzeniach z ostatnich czterech godzin. `Już czterech ?` - pomyślałam i spojrzałam na telefon. Jest 1.30, a my chyba nadal nie zamierzamy się stąd ewakuować. `No to czas na te przemyślenia` - mówiłam sama do siebie w głowie. Biorąc pod uwagę plusy tych ostatnich godzi to zdobyłam dwóch nowych przyjaciół, dowiedziałam się, że przez obrzydzenie do alkoholi nie potrafię wypić całej butelki wódki w jakieś 40 minut i trunki wcale tak źle na mnie nie działają, przynajmniej ta ilość którą wypiłam do teraz, bo nadal jakoś myślę trzeźwo. No to minusy; Zayn – to, że cholera się we mnie zakochał i najwyraźniej straciłam dobrego przyjaciela, te 40 minut poza Fabric. Czyli remis… Zobaczymy co się jeszcze wydarzy; w końcu miała zalać smutki i żyć teraźniejszością. Horan się nadal nie pojawiał, więc podeszłam do baru, usiadłam na wysokim czerwonym krześle i zamówiłam drinka.
13 rozdział; mam nadzieję, że nie pechowy i Wam się spodoba ;* ;D Weszłam na bloga i jak zobaczyłam 2O obserwatorów to szalałam ze szczęścia <3 no ale jak widać nie przypadłam komuś do gustu i mam 19 obserwatorów ;c no nic, mniejsza o to ;p teraz chyba będę częściej dodawać rozdziały, bo w szkole większy luz ^^ chociaż mądra pani dyrektor przedłużyła termin na wystawianie ocen do 25 także pozdrawiam -.- no to chyba tyle... xd komentujcie, obserwujcie, polecajcie itd. ;3 paa ;***
niedziela, 3 czerwca 2012
12. Bo podobno alkohol leczy rany
Barman
postawił na blacie osiem wysokich kieliszków wypełnionych alkoholem. Zawahałam
się zanim wzięłam swój do ręki. Zawsze stroniłam od alkoholu. W ogóle bałam się
mojego stanu po tej nocy. Wiedząc jak to się skończy jest bardzo możliwe, że
taka dawka procentów nieźle mi zaszkodzi. Mój organizm nie jest oswojony
zbytnio z napojami alkoholowymi. Pierwszy raz wypiłam w wieku 13 lat i to była
jakaś 1/7 tego co jest w tym kieliszku; później wzięłam tylko trochę z barku w
domu w tych gorszych chwilach no i moja pamiętna 18. Oj tak, ta 18. była chyba
jedynym miłym wydarzeniem w ostatnich latach pobytu w Polsce. Wracając do
rzeczywistości… Wpatrywałam się jeszcze przez chwilę w kieliszek, kiedy uświadomiłam
sobie, że Harry przygląda mi się.
- jeśli nie chcesz, nie musisz – powiedziała z politowaniem w oczach i lekkim uśmiechem mocząc następnie usta w napoju. Wzięłam głęboki oddech, przybiłam moim kieliszkiem o kieliszek loczka i powiedziałam zniżonym głosem
- za moje nowe życie – wzięłam łyk, zakrztusiłam się lekko i skrzywiłam, ale starałam się to ukryć. Pocałowałam chłopaka w policzek. Harry patrząc mi głęboko w oczy chwycił za mój kieliszek i chciał mi go zabrać, ale ja mocno go trzymałam i nie zamierzałam puścić.
- spokojnie – powiedziałam podnosząc jeden kącik ust
- jesteś pewna ? … - zapytał Harry. Ja nie przestając się uśmiechać wzięłam kolejny duży łyk trunku. Zakrztusiłam się. Szybko pokazałam ręką w stronę Hazzy na znak, że wszystko jest ok. Nie minęło 15 minut jak alkohol zaczął robić rewolucję w moim organizmie. Po alkoholu w kieliszku nie było już śladu. Tak jak postanowiłam dzisiaj zaleje smutki i będę żyć teraźniejszością. Zaciągnęłam Harry’ego na środek sali, między tłum tańczących klubowiczów. Puścili `sprawdzić w necie jak tata włączy -.-`. Objęłam chłopaka wokół szyi i zaczęliśmy tańczyć, nie zostając oczywiście cały czas w tej samej pozycji. Danielle z Eleanor zrobiły to samo i zaciągnęły chłopaków na parkiet. Kiedy spojrzałam w miejsce gdzie wcześniej siedzieliśmy zobaczyłam dwóch samotnych chłopaków. Niall rozglądał się po sali, ale po jego minie nie było widać, że samotność w tym momencie mu doskwiera, przecież zawsze miał obok Zayn’a. No właśnie Zayn … On był tu obecny jedynie fizycznie. Minę miał jakby już nie żył, wciąż był taki nieswoi. Chciałam coś zrobić, ale nie wiedziałam jak. Już chciałam zahaczyć dwie tańczące razem dziewczyny i pokazać im samotnych przystojniaków, ale bałam się reakcji obu stron. Kiedy skończyła się druga piosenka, opuściłam Harry’ego i poszłam w miejsce w którym zaczęła się ta noc. Niall’a już nie było, zostawił po sobie tylko dwa puste kieliszki i nagle obiła mi się o oczy z daleka jego blond czupryna. Zayn siedział nadal w tym samym miejscu, ze wzrokiem spuszczonym cały czas w ten sam punkt na podłodze. Kiedy usiadłam obok niego nie zareagował. Położyłam rękę na jego ramieniu i zapytałam co się stało. Mulat wreszcie dał jakiś znak życia i spojrzał się na mnie, a następnie z powrotem wbił wzrok w podłogę.
- chodź, przejdziemy się – powiedziałam i wstałam. Nie czekałam długo, aż Zayn się ruszył. Złapałam go za rękę w nadgarstku i ciągnęłam za sobą przez całą sale. Szedł jak na skazanie. Kidy wyszliśmy z głośnego i zatłoczonego pomieszczenia szliśmy w ciszy przez długi korytarz, który chyba nigdy nie miał zamiaru się skończyć.
- Zayn powiedz mi do cholery o co chodzi ! – wybuchłam gestykulując rękoma. On spojrzał na mnie swoimi głębokimi czekoladowymi oczami przenikając przeze mnie. Nagle zablokował mi przejście ręką i przycisnął do ściany. Nie przestał patrzeć mi głęboko w oczy. Zaczął mnie całować. Nie wiedziałam o czym powinnam teraz myśleć; o tym jak jest mi dobrze, czy o tym, że właśnie zdradzam Harry’ego którego uważałam za najlepszy materiał na męża XXI w. Jednocześnie chciałam przerwać ten namiętny pocałunek i nie ruszać się tylko trwać w chwili. `Dlaczego on musi tak perfekcyjnie całować ?` - zastanawiałam się. W pewnym momencie zrozumiałam co robię, gdyby nie procenty pewnie szybciej doszłabym do tego wniosku. Wyrwałam się z objęć mulata i byłam gotowa zakopać go za to żywcem.
- Zayn ku**a co ty robisz ?! Zupełnie Ci odbiło ? Nie myślałam, że jesteś do tego zdolny … Dobrze wiesz, że jestem z Harry’m; Twoim najlepszym przyjacielem. – zaczęłam się drzeć powoli uspakajając się, bo wiedziałam, że jestem bezsilna. Chodziłam nerwowo w tą i z powrotem jeszcze przez kilak sekund. Później osunęłam się o ścianę i schowałam twarz w kolana. Zaczęłam płakać jak małe dziecko, które samo sobie nie poradzi, więc płacze żeby ktoś mu pomógł. Zayn ukucnął przy mnie.
- przepraszam – wyjąkał – pytałaś co się stało to Ci pokazałem … Julia ja się w Tobie zakochałem. Jak tylko Cię zobaczyłam pierwszy raz, wtedy jak wpadliśmy na siebie, wiedziałem, że jest w Tobie coś niezwykłego – powiedział i wiedziałam, że z głębi serca. Teraz nie wiedziałam co powiedzieć. Czy być wkurzona, czy wybaczyć mu za tą szczerość
- Zayn … - zaczęłam powoli jąkając się – ja… ja kocham Harry’ego i dobrze o tym wiesz. Nie potrafię tak go zostawić. Jesteś moim najlepszym przyjacielem… Zayn ja Ci ufałam. Jak mam się z Tobą przyjaźnić wiedzą, że coś do mnie czujesz ? – powoli mówiłam patrząc raz w podłogę, raz na ścianę i w każde inne miejsce, które nie było Zayn’em, bo nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Bałam się tego co w nich zobaczę – do cholery odkochaj się we mnie ! – wybuchłam na końcu. Spojrzałam na mulata; jego oczy były zeszklone.
- czyli z nami… z naszą przyjaźnią koniec ? – zapytał niechętnie chłopak
- to nie jest takie łatwe. Pstryknąć palcem i o wszystkim zapomnieć – odpowiedziałam wstałam i odeszłam. W pewnym momencie stało się ze mną coś dziwnego. Zaczęłam biec mijając wszystkich po drodze, w tym Harry’ego i Liam’a. Kiedy wybiegłam z klubu biegłam cały czas wzdłuż drogi. Zatrzymałam się przy jakimś sklepie gdzie poprosiłam o butelką wódki. Pokazując dowód zapłaciłam i wyszłam ze sklepu. Obejrzałam się w stronę klubu i kiedy zobaczyłam stojących tam Liam’a i Harry’rgo zaczęłam znowu biec. Dobiegłam do jakiegoś mostu. Zatrzymałam się, bo opadłam już z sił i stwierdziłam, że to dobre miejsce na przemyślenie wszystkiego. Zrzuciłam szpilki z nóg i usiadłam na brzegu opustoszałego mostu. Z trudem otworzyłam butelkę wódki, a kiedy już mi się udało wzięłam łyk za łykiem. Zaczęłam płakać. Nie mogłam zrozumieć dlaczego to wszystko się dzieje. Jaki debil wymyślił mi życie i dlaczego padło właśnie na mnie. Usiadłam na brzegu mostu i machałam nogami nad rwącą rzeką, pobijając alkohol. On pomagał mi teraz, zalewał smutki i sprawiał, że zapominałam, coraz więcej i więcej. Zastanawiałam się czy jak zapomnę wszystkiego po wypiciu całej butelki i nie będę nad sobą panować, to czy przypadkiem nie wlecę do tej rzeki ? Ale nie obchodziło mnie to teraz, bo przynajmniej Zayn’owi byłoby łatwiej jakby mnie nie było. Chciałam dla niego dobrze. Odstawiłam butelkę wódki i zeszłam z murka. Odetchnęłam głęboko i coraz więcej łez znowu moczyło moje policzki. Spojrzałam w niebo i wykrzyczałam `Dlaczego ?!`. Wychyliłam się i spojrzałam na rzekę, której fale obijały się o kilka kamieni i płynęła dojść szybko. Bałam się. Ręce strasznie mi się trzęsły i ściskało mnie w brzuchu. Robiłam to dla Zayn’a. Stanęłam na murku i starałam się nie patrzeć w dół, żeby przypadkiem nie zlecieć wcześniej niż zamierzałam. Rozłożyłam ręce i patrzyłam przed siebie płacząc tak strasznie jak jeszcze nigdy dotąd. Bałam się zrobić jaki kolwiek ruch, bo bałam się zlecieć. Przed oczami miałam całe moje życie; szczęśliwe dzieciństwo, chwile spędzone w zgodzie z obojgiem rodziców, później pierwsze sprzeczki, coraz częstrze kłótnie, trzaskanie drzwiami, wyzwiska, wyprowadzkę taty, sąd, separacje, moje wylane łzy, ale też wsparcie przyjaciółki, miłe chwile w szkole z znajomymi, nie trwało to długo, bo chciałam nie wybiegać się z tego dołka, więc wróciły, kłótnie z koleżankami, chłopakiem, śmierć kuzynki, i ten dzień kiedy postanowiłam wyjechać i chwile z dzisiaj, których nie potrafiłam sobie wyjaśnić. Już byłam gotowa skoczyć, bo im szybciej to zrobię tym mniej będzie boleć. Nagle usłyszałam krzyki dziewczyny (wywnioskowałam to z barwy głosu), krzyczała m.in. `nie rób tego`, `dla innych jesteś całym światem`. Jej `pocieszenia` nie wiele mi pomogły, a chciałam tylko jeszcze bardziej skoczyć. Wysunęłam już prawą nogę. Wiatr zaczął wiać coraz mocniej. Powoli traciłam równowagę. Dziewczyna nie przestawała krzyczeć i była coraz bliżej mnie. Atmosfera byłą napięta. Serce biło mi jak opętane. Wysuwałam nogę coraz dalej. Miałam coraz mniej kontroli nad sobą i równowagi. Porywy wiatru były coraz silniejsze. Straciłam równowagę i Byłam pewna, że zaraz spadnę. Od śmierci dzieliły mnie sekundy; najdłuższe sekundy w moim życiu. Czułam, że odpływam, może ze strachu, może przez alkohol. Zrobiłam znak krzyża, wyszeptałam `kocham Cię Harry` i zamknęłam oczy. Chociaż nie wiedziałam czy kołyszę się jeszcze, czy już spadam, byłam pewna, że nie żyję, że jestem na drugiej stronie. Wiedziałam, że teraz nie sprawię nikomu kłopotu. Nie będę już ciężarem dla rodziców, a Zayn’owi będzie łatwiej.
emm, no jakoś tak długo nic nie dodawałam ;/ także przepraszam ;* z tego rozdziału szczerze mówiąc jestem nawet dumna ^^ a tak wgl. AKCJA Z ZAYN'EM SPECJALNIE DLA MAGDY I KAROLINY ;*** no i dziękuję za tylu obserwatorów i komentarze, jesteście świetni ! <3 tylko tak dalej ... ;p
- jeśli nie chcesz, nie musisz – powiedziała z politowaniem w oczach i lekkim uśmiechem mocząc następnie usta w napoju. Wzięłam głęboki oddech, przybiłam moim kieliszkiem o kieliszek loczka i powiedziałam zniżonym głosem
- za moje nowe życie – wzięłam łyk, zakrztusiłam się lekko i skrzywiłam, ale starałam się to ukryć. Pocałowałam chłopaka w policzek. Harry patrząc mi głęboko w oczy chwycił za mój kieliszek i chciał mi go zabrać, ale ja mocno go trzymałam i nie zamierzałam puścić.
- spokojnie – powiedziałam podnosząc jeden kącik ust
- jesteś pewna ? … - zapytał Harry. Ja nie przestając się uśmiechać wzięłam kolejny duży łyk trunku. Zakrztusiłam się. Szybko pokazałam ręką w stronę Hazzy na znak, że wszystko jest ok. Nie minęło 15 minut jak alkohol zaczął robić rewolucję w moim organizmie. Po alkoholu w kieliszku nie było już śladu. Tak jak postanowiłam dzisiaj zaleje smutki i będę żyć teraźniejszością. Zaciągnęłam Harry’ego na środek sali, między tłum tańczących klubowiczów. Puścili `sprawdzić w necie jak tata włączy -.-`. Objęłam chłopaka wokół szyi i zaczęliśmy tańczyć, nie zostając oczywiście cały czas w tej samej pozycji. Danielle z Eleanor zrobiły to samo i zaciągnęły chłopaków na parkiet. Kiedy spojrzałam w miejsce gdzie wcześniej siedzieliśmy zobaczyłam dwóch samotnych chłopaków. Niall rozglądał się po sali, ale po jego minie nie było widać, że samotność w tym momencie mu doskwiera, przecież zawsze miał obok Zayn’a. No właśnie Zayn … On był tu obecny jedynie fizycznie. Minę miał jakby już nie żył, wciąż był taki nieswoi. Chciałam coś zrobić, ale nie wiedziałam jak. Już chciałam zahaczyć dwie tańczące razem dziewczyny i pokazać im samotnych przystojniaków, ale bałam się reakcji obu stron. Kiedy skończyła się druga piosenka, opuściłam Harry’ego i poszłam w miejsce w którym zaczęła się ta noc. Niall’a już nie było, zostawił po sobie tylko dwa puste kieliszki i nagle obiła mi się o oczy z daleka jego blond czupryna. Zayn siedział nadal w tym samym miejscu, ze wzrokiem spuszczonym cały czas w ten sam punkt na podłodze. Kiedy usiadłam obok niego nie zareagował. Położyłam rękę na jego ramieniu i zapytałam co się stało. Mulat wreszcie dał jakiś znak życia i spojrzał się na mnie, a następnie z powrotem wbił wzrok w podłogę.
- chodź, przejdziemy się – powiedziałam i wstałam. Nie czekałam długo, aż Zayn się ruszył. Złapałam go za rękę w nadgarstku i ciągnęłam za sobą przez całą sale. Szedł jak na skazanie. Kidy wyszliśmy z głośnego i zatłoczonego pomieszczenia szliśmy w ciszy przez długi korytarz, który chyba nigdy nie miał zamiaru się skończyć.
- Zayn powiedz mi do cholery o co chodzi ! – wybuchłam gestykulując rękoma. On spojrzał na mnie swoimi głębokimi czekoladowymi oczami przenikając przeze mnie. Nagle zablokował mi przejście ręką i przycisnął do ściany. Nie przestał patrzeć mi głęboko w oczy. Zaczął mnie całować. Nie wiedziałam o czym powinnam teraz myśleć; o tym jak jest mi dobrze, czy o tym, że właśnie zdradzam Harry’ego którego uważałam za najlepszy materiał na męża XXI w. Jednocześnie chciałam przerwać ten namiętny pocałunek i nie ruszać się tylko trwać w chwili. `Dlaczego on musi tak perfekcyjnie całować ?` - zastanawiałam się. W pewnym momencie zrozumiałam co robię, gdyby nie procenty pewnie szybciej doszłabym do tego wniosku. Wyrwałam się z objęć mulata i byłam gotowa zakopać go za to żywcem.
- Zayn ku**a co ty robisz ?! Zupełnie Ci odbiło ? Nie myślałam, że jesteś do tego zdolny … Dobrze wiesz, że jestem z Harry’m; Twoim najlepszym przyjacielem. – zaczęłam się drzeć powoli uspakajając się, bo wiedziałam, że jestem bezsilna. Chodziłam nerwowo w tą i z powrotem jeszcze przez kilak sekund. Później osunęłam się o ścianę i schowałam twarz w kolana. Zaczęłam płakać jak małe dziecko, które samo sobie nie poradzi, więc płacze żeby ktoś mu pomógł. Zayn ukucnął przy mnie.
- przepraszam – wyjąkał – pytałaś co się stało to Ci pokazałem … Julia ja się w Tobie zakochałem. Jak tylko Cię zobaczyłam pierwszy raz, wtedy jak wpadliśmy na siebie, wiedziałem, że jest w Tobie coś niezwykłego – powiedział i wiedziałam, że z głębi serca. Teraz nie wiedziałam co powiedzieć. Czy być wkurzona, czy wybaczyć mu za tą szczerość
- Zayn … - zaczęłam powoli jąkając się – ja… ja kocham Harry’ego i dobrze o tym wiesz. Nie potrafię tak go zostawić. Jesteś moim najlepszym przyjacielem… Zayn ja Ci ufałam. Jak mam się z Tobą przyjaźnić wiedzą, że coś do mnie czujesz ? – powoli mówiłam patrząc raz w podłogę, raz na ścianę i w każde inne miejsce, które nie było Zayn’em, bo nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy. Bałam się tego co w nich zobaczę – do cholery odkochaj się we mnie ! – wybuchłam na końcu. Spojrzałam na mulata; jego oczy były zeszklone.
- czyli z nami… z naszą przyjaźnią koniec ? – zapytał niechętnie chłopak
- to nie jest takie łatwe. Pstryknąć palcem i o wszystkim zapomnieć – odpowiedziałam wstałam i odeszłam. W pewnym momencie stało się ze mną coś dziwnego. Zaczęłam biec mijając wszystkich po drodze, w tym Harry’ego i Liam’a. Kiedy wybiegłam z klubu biegłam cały czas wzdłuż drogi. Zatrzymałam się przy jakimś sklepie gdzie poprosiłam o butelką wódki. Pokazując dowód zapłaciłam i wyszłam ze sklepu. Obejrzałam się w stronę klubu i kiedy zobaczyłam stojących tam Liam’a i Harry’rgo zaczęłam znowu biec. Dobiegłam do jakiegoś mostu. Zatrzymałam się, bo opadłam już z sił i stwierdziłam, że to dobre miejsce na przemyślenie wszystkiego. Zrzuciłam szpilki z nóg i usiadłam na brzegu opustoszałego mostu. Z trudem otworzyłam butelkę wódki, a kiedy już mi się udało wzięłam łyk za łykiem. Zaczęłam płakać. Nie mogłam zrozumieć dlaczego to wszystko się dzieje. Jaki debil wymyślił mi życie i dlaczego padło właśnie na mnie. Usiadłam na brzegu mostu i machałam nogami nad rwącą rzeką, pobijając alkohol. On pomagał mi teraz, zalewał smutki i sprawiał, że zapominałam, coraz więcej i więcej. Zastanawiałam się czy jak zapomnę wszystkiego po wypiciu całej butelki i nie będę nad sobą panować, to czy przypadkiem nie wlecę do tej rzeki ? Ale nie obchodziło mnie to teraz, bo przynajmniej Zayn’owi byłoby łatwiej jakby mnie nie było. Chciałam dla niego dobrze. Odstawiłam butelkę wódki i zeszłam z murka. Odetchnęłam głęboko i coraz więcej łez znowu moczyło moje policzki. Spojrzałam w niebo i wykrzyczałam `Dlaczego ?!`. Wychyliłam się i spojrzałam na rzekę, której fale obijały się o kilka kamieni i płynęła dojść szybko. Bałam się. Ręce strasznie mi się trzęsły i ściskało mnie w brzuchu. Robiłam to dla Zayn’a. Stanęłam na murku i starałam się nie patrzeć w dół, żeby przypadkiem nie zlecieć wcześniej niż zamierzałam. Rozłożyłam ręce i patrzyłam przed siebie płacząc tak strasznie jak jeszcze nigdy dotąd. Bałam się zrobić jaki kolwiek ruch, bo bałam się zlecieć. Przed oczami miałam całe moje życie; szczęśliwe dzieciństwo, chwile spędzone w zgodzie z obojgiem rodziców, później pierwsze sprzeczki, coraz częstrze kłótnie, trzaskanie drzwiami, wyzwiska, wyprowadzkę taty, sąd, separacje, moje wylane łzy, ale też wsparcie przyjaciółki, miłe chwile w szkole z znajomymi, nie trwało to długo, bo chciałam nie wybiegać się z tego dołka, więc wróciły, kłótnie z koleżankami, chłopakiem, śmierć kuzynki, i ten dzień kiedy postanowiłam wyjechać i chwile z dzisiaj, których nie potrafiłam sobie wyjaśnić. Już byłam gotowa skoczyć, bo im szybciej to zrobię tym mniej będzie boleć. Nagle usłyszałam krzyki dziewczyny (wywnioskowałam to z barwy głosu), krzyczała m.in. `nie rób tego`, `dla innych jesteś całym światem`. Jej `pocieszenia` nie wiele mi pomogły, a chciałam tylko jeszcze bardziej skoczyć. Wysunęłam już prawą nogę. Wiatr zaczął wiać coraz mocniej. Powoli traciłam równowagę. Dziewczyna nie przestawała krzyczeć i była coraz bliżej mnie. Atmosfera byłą napięta. Serce biło mi jak opętane. Wysuwałam nogę coraz dalej. Miałam coraz mniej kontroli nad sobą i równowagi. Porywy wiatru były coraz silniejsze. Straciłam równowagę i Byłam pewna, że zaraz spadnę. Od śmierci dzieliły mnie sekundy; najdłuższe sekundy w moim życiu. Czułam, że odpływam, może ze strachu, może przez alkohol. Zrobiłam znak krzyża, wyszeptałam `kocham Cię Harry` i zamknęłam oczy. Chociaż nie wiedziałam czy kołyszę się jeszcze, czy już spadam, byłam pewna, że nie żyję, że jestem na drugiej stronie. Wiedziałam, że teraz nie sprawię nikomu kłopotu. Nie będę już ciężarem dla rodziców, a Zayn’owi będzie łatwiej.
emm, no jakoś tak długo nic nie dodawałam ;/ także przepraszam ;* z tego rozdziału szczerze mówiąc jestem nawet dumna ^^ a tak wgl. AKCJA Z ZAYN'EM SPECJALNIE DLA MAGDY I KAROLINY ;*** no i dziękuję za tylu obserwatorów i komentarze, jesteście świetni ! <3 tylko tak dalej ... ;p
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)