niedziela, 15 kwietnia 2012

6. Żyjmy tak jakby jutra nie było

Usiadłam obok loczka tak jak wcześniej. Od razu nachyliłam się nad muzykiem i
wyszeptałam mu na uch `może ten wieczór spędzimy razem; sami ?` Harry spojrzał
się na mnie, wstał i podał mi rękę. Wstałam trzymając go za rękę i nie miałam
zamiaru puszczać; tak doszliśmy do pokoju.
- no to co chcesz robić ? – zapytał Hazza
- nie ważne co, ważne, że z Tobą -
odpowiedziałam, ale w moim głosie dało się pewnie wyczuć lekką
niepewność. Podeszłam do ona. Harry objął mnie od tyłu i zapytał:
- co się stało ? – powiedział to z takim smutkiem i troską w głosie, że zrobiło
mi się go żal i nie wiedziałam co mu powiedzieć…
- to wszystko dzieje się tak szybko… dzisiaj rano zdecydowałam, że uciekam z
Polski, uciekam od życia i problemów; teraz jestem tutaj z Tobą. – powiedziałam
mu wszystko co leżało mi na sercu w tym momencie
- przepraszam, ja… ja nie wiedziałem; mogłem nie nalegać tak bardzo. Jestem
beznadziejny, zawsze coś spieprzę jak mi cholernie zależy. – czułam, że to co
powiedział było tak szczere, że prawie zaczęłabym ryczeć… Odwróciłam się do
chłopaka i objęłam go wokół szyi
- ale wiesz co, było by nudno… widocznie dobrze, że stało się tak jak się
stało. Idziemy gdzieś ? – powiedziałam entuzjastycznie i mam nadzieję, że
poprawiłam tym Hazzie humor. Tak, zdecydowanie mi się udało, na jego buzi
pojawił się znany wszystkim słodki uśmiech Styles’a.
Postanowiliśmy, że pójdziemy na spacer. Nie zastanawiałam się długo czy to
dobry pomysł, bo sama nie miałam lepszego, a nie miałam zamiaru kłócić się z
muzykiem o odpowiednie miejsce. Z resztą nawet fajnie… Zeszliśmy na dół, Harry
tylko rzucił, że wychodzimy, na co wszyscy odpowiedzieli uśmiechem którego nie
umiem opisać; taki jakby wiedzieli co ma się stać... hmm, taki złowieszczy
może. Nie zastanawiałam się długo nad reakcją reszty zespołu i dziewczyn, bo
było to dla mnie teraz nie ważne; liczył się tylko Harry. Wyszliśmy z domu i po
prostu szliśmy przed siebie… W pewnym momencie doszliśmy do London Eye, na
który z resztą wsiedliśmy. Kiedy zbliżaliśmy się ku szczytowi ogromnej „karuzeli”
Harry z oporami zapytał:
- czy ty chcesz… czy chcesz się tylko przyjaźnić ? – nie wiedziałam co mu
odpowiedzieć. Mógł by mi tego oszczędzić chyba widzi jak jest. Czy on myśli, że
gdybym chciała się tylko przyjaźnić to przytulałabym się do niego i prawie z
nim pocałowała ? Miałam wrażenie, że mijały godziny, a tak naprawdę minęło
kilka sekund. Przypomniało mi się co mówił kiedyś mój nauczyciel od moder jazz’u
- ` na cmentarzach jest mnóstwo ludzi, którzy nic w życiu nie osiągnęli… żyjmy
tak jakby jutra miało nie być i zróbmy dzisiaj to na czym nam zależy i co
zawsze chcieliśmy zrobić. Nigdy nie wiemy co może się stać jak stąd wyjdziemy`.
Ehh – sapnęłam w myślach i pomyślałam `raz kozie śmierć`. Postanowiłam mu udowodnić
co o tym myślę; przysunęłam się do chłopaka i wtedy serce zbiło mi jak nigdy.
To była moja decyzja a i tak się denerwowałam, jakby było czym, bo wydawało mi
się, że to nic takiego. Kiedy byliśmy już blisko siebie zamknęłam oczy. Czułam
jego ręce w moje talii, więc i ja go objęłam. Wreszcie nasze usta zetknęły się.
To był kolejny cudowny moment i chciałam, żeby nigdy się nie kończył. Najpiękniejsza
chwila w moim życiu, a przyjazd tu był najlepszym pomysłem; normalnie jestem z
siebie dumna. Po jakimś czasie, bo nawet nie wiem ile to trwało, odsunęliśmy się
lekko od siebie.
- nie, a ty ? – wyszeptałam mu w odpowiedzi na wcześniej zadane pytanie
- będziesz ze mną ? – odpowiedział łapiąc za dłonie. Uśmiechnęłam się tak
słodko jak tylko potrafiłam
- tak - odpowiedziałam kładąc głowę na jego ramieniu. Podziwialiśmy zachód
słońca, który był wyjątkowo piękny. Spacerując jeszcze później uliczkami Londynu
w końcu dotarliśmy do domu. Było około godziny 21.00.
- jest tu kto ? – zapytał entuzjastycznym głosem Harry
- tu jestem – odpowiedział z zapchanymi jedzeniem ustami Niall i dodał – Zayn jest
u siebie i chyba ma tą swoją wene, a Louis, Eleanor, Liam i Danielle to wiadomo
gdzie są i co robią
- to smacznego - powiedział do blondyna Hazza i pociągnął mnie za rękę.
Weszliśmy do naszego pokoju. Harry poszedł do łazienki, a ja miałam iść po nim.
Na później chłopak miał z pewnością jakieś plany… Niestety nim loczek wyszedł
zdążyłam zasnąć. Byłam tak zmęczona po podróży i dzisiejszych wydarzeniach, że
wcale mnie nie dziwi to, że zasnęłam.

************************ RANO ***********************

Poczułam jak bawił się moimi włosami a później włożył je za ucho. Patrzył się
chwile na mnie, bo czułam jego wzrok na sobie; a przynajmniej tak mi się
wydaje. Położył rękę na moim lewym(leżał po mojej prawej) biodrze, a drugą ręką
głaskał mnie nad łukiem brwiowym, szepcząc do ucha `Julia, kotku wstawaj`. Nie
spałam, ale to była kolejna chwila z nim, która chciałam żeby trwała wiecznie,
więc nie ruszałam się jeszcze. Harry zaczął delikatnie całować mnie po szyi z
każdą sekundą robiąc to coraz namiętniej. Poczułam się tak cudownie jak nigdy
dotąd. Patrząc na moje życie w Polsce ten wyjazd był dla mnie wielką szansą,
którą wykorzystałam najlepiej jak się dało. Tego co czułam nie dało się opisać.
On sprawił, że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Harry jest
najcudowniejszą osobą jaką kiedykolwiek spotkałam… Nie mogłam się pogodzić, że
kiedyś odejdzie, bo była w pełni tego świadoma. Zrozumiałam jak bardzo mi na nim
zależy. Czasami myślę, że jak potrafimy żyć pełnią życia z innym nastawieniem,
życie może być piękne. Dobra, postanowiłam wstać zanim loczkowi skończy się
ślina… Otworzyłam oczy, objęłam go i dałam mu słodkiego buziaka w usta.
Wytłumaczyłam się, dlaczego wczoraj zasnęłam, co muzyk oczywiście zrozumiała. Poszłam
się ogarnąć do łazienki, a Harry nie tracąc czasu poszedł do łazienki na
korytarzu. Razem zeszliśmy na dół, gdzie czekali już na nas chłopacy z
dziewczynami. Nie trudno było się domyślić, że będą się domyślać co się święci.
Wymienili między sobą dziwne spojrzenia, po czym ja z Harry zrobiliśmy to samo
i wybuchliśmy śmiechem. Potem Liam spojrzał się na nas dziwnie się uśmiechając
i machając palcem wskazując raz na mnie, a raz na loczka. My odpowiedzieliśmy
na to stanowczymi kiwnięciem głową na tak. W odpowiedzi na to wszyscy zaczęli
buczeć, a Lou rzucił:
- to kiedy oblewamy ?
- no raczej nie teraz… Pamiętasz, mamy dzisiaj we dwoje ten cholerny wywiad. –powiedział
lekko wkurzony Harry, na co Louis odpowiedział smutną miną.
- ej to my jemy śniadanie i się zbieramy, nie Lou ? – powiedział po chwili
loczek i zasmucony spojrzał na mnie; ja powiedziałam tylko, że nie mam nic
przeciwko, w końcu coś za coś i uśmiechnęłam się pogodnie. Zabraliśmy się do
jedzenia śniadania przygotowanego przez Zayn’a; czyli naleśniki z nutellą.
Wszyscy uwinęli się szybko z jedzeniem; nic dziwnego było pyszne. Louis i Harry
szybko złapali za kluczyki od samochodu i wybiegli z domu, żeby się nie
spóźnić, Eleanor i Danielle postanowiły iść na zakupy; proponowały mi, żebym
poszła z nim, ale jakoś wątpię żeby to się udało, skoro my się prawie nie znałyśmy.
Niall z Liam’em też gdzieś poszli, wydaje mi się, że mówili coś jeździe na
rowerze… Zostałam tylko ja z Zayn’em. Ze względu na to, że mulat potrzebował
czegoś tam ze sklepu, postanowiłam razem z nim zawładnąć Londynem.


Dobra, to na pączątek chcę przeprosić te kilka osób które to czytaja za to, że wstawiam dopiero teraz, ale nie miałam kompletnie pomysłu i czasu. ;(( mam nadzieję, że mi wybaczycie. ;> hmm, ogólnie to lubię ten rozdział za to : ` na
cmentarzach jest mnóstwo ludzi, którzy nic w życiu nie osiągnęli… żyjmy tak
jakby jutra miało nie być i zróbmy dzisiaj to na czym nam zależy i co zawsze
chcieliśmy zrobić. Nigdy nie wiemy co może się stać jak stąd wyjdziemy`, bo powiedział to człowiek, który chyba jedyny w jakis sposób do mnie trafia. ;3 nie będę się rozpisywać, bo nie ma sensu... ;pże nie będzie większego sensu pisania dla jednego obserwatora i 3 osób, które wiem, żę czytają. ;/ także sory, jeśli za kilka/kilkanaście tygodni zamknę bloga. ;x

niedziela, 8 kwietnia 2012

5. Fajnie, że jesteś

- hi, we are One Direction ! – powiedzieli to w ten sam sposób jak w video diary
- hi – wydusiłam z siebie głupie `cześć`, bo na więcej nie było mnie stać.
Chłopcy wglapiali się we mnie przez kilka następnych sekund, w który ja biłam
się z myślami.
- dobra, nie wyszłam z psychiatryka… Jestem Julia – tym razem pewniej i z
uśmiechem, ale wbrew sobie powiedziałam
- mmm, ładnie – powiedział Liam uśmiechając się uroczo. W tym momencie Danielle
szturchnęła go w ramie i spiorunowała wzrokiem, po czym zaśmiała się i wysłała
chłopakowi buziaka, na którego on odpowiedział słodkim całusem w policzek.
Czułam na sobie wtedy wzrok Hazzy, a poniekąd Zayn’a. Poczułam się trochę
skrępowana... Ciszę przerwała Eleanor:
- a my Ci się jeszcze nie przedstawiłyśmy – powiedziała; obie dziewczyny
podeszły do mnie i przedstawiły się. Eleanor, do której nie żywiłam sympatii
wydała się bardzo miła i zyskała w moich oczach. Lou po chwili stwierdził, że
nie ma sensu stać tak w drzwiach i zarządził kto co ma zrobić. Wyszło, że Harry
ma oprowadzić mnie po mieszkaniu. No i znowu podobne emocje; po co im taki
wielki dom… ale nie ma co on nim opowiadać, dla mnie liczyło się teraz tylko
zachowanie loczka. Wbrew tego co on nim czytałam, zdziwiło mnie, że zachowywał
się bardzo nieśmiale. Zapytał się mnie gdzie wolę spać; w wolnym pokoju, z
Zayn’em (co mnie jeszcze bardziej zdziwiło), czy z nim ? Bardzo chciałam
uniknąć tego pytania i miałam nadzieję, że zakwateruje mnie gdzieś, gdzie
wcześniej ustalili…
- hmm. Myślę, że w wolnym pokoju w pierwszą noc tutaj źle bym się czuła, ale
przy Tobie będę na pewno bezpieczna. – powiedziałam przybliżając się do
Harry’ego i całując go lekko w policzek
- liczyłem na taką odpowiedź… - odpowiedział; złapał mnie za biodra lekko
przyciągając do siebie, w tym czasie ja objęłam go wokół szyi. Nasze czoła
zetknęły się ze sobą i patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Ta chwila była
najpiękniejszą w moim życiu, całym życiu. Chciałam, żeby trwała wiecznie. Gdyby
nie to, że była tak piękna zaczęłabym się szczypać po rękach, żeby uwierzyć.
Nagle zauważyłam, że nasze usta zbliżają się do siebie; nawet nie wiedziałam
kiedy to się zaczęło. Zrobiło mi się jeszcze cieplej niż wcześniej. Sama nie
wiedziałam czy tego chcę, czy nie… Nasze usta dzieliły może 2cm. Nagle ktoś
nacisnął na klamkę; odskoczyłam od loczka, ale po jego minie było widać, że się
wkurzył lekko. Do pokoju wszedł Niall
- możecie się pospieszyć z tym „oprowadzaniem” po domu, bo Wam naleśniki stygną
– powiedział z lekko oburzony, co prawie wywołało u mnie śmiech, no bo przecież
marnowało się jedzenie i biedny Nialler nie mógł tego przeżyć. Harry wysłał mu
piorunujące spojrzenie i syknął :
- chodź Julka, bo chłopak się jeszcze załamie – ja się tylko powstrzymywałam od
śmiechu i przecisnęłam w drzwiach obok blondyna; Hazza szedł za mną. Kiedy
zeszliśmy na dół po raz kolejny stanęłam jak wryta. Chłopacy (no i Danielle z
Eleanor) się postarali… światło wszędzie było zgaszone w całym salonie były
ustawione grube kremowe świeczki, na środku leżał duży, miękki koc i poduszki. Louis
siedział przytulony z Eleanor, podobnie ja Liam z Danielle, tylko Zayn i Niall
siedzieli sami, ale jakoś im to chyba nie przeszkadzało. Spojrzałam na loczka,
który właśnie stanął obok mnie i uśmiechnęłam się tak słodko jak tylko
potrafiłam. Harry położył rękę na moim biodrze od tyło i lekko mnie popchnął,
żebym poszła i zajęła miejsce. Miałam wrażenie, że to wszystko było
zaplanowane, ale nie przeszkadzało mi to, bo było bardzo przyjemnie, ale… (ja
zawsze mam jakieś `ale`) Chciałam zachować jak na razie dystans do Harry’ego,
bo to wszystko działo się tak szybko, za szybko. Usiadłam na kocu, a loczek
obok mnie, chcąc objąć mnie ramieniem, na początku nie reagowałam, ale on coraz
bardziej przysuwał mnie się do mnie i w końcu położył drugą rękę na moim udzie.
Wtedy nie wytrzymałam i wstałam pod pretekstem `ej, ja pójdę do toalety`.
Weszłam do pokoju loczka; i mojego, zapamiętując, że tu gdzieś jest łazienka.
Właściwie to ja nie czułam potrzeby skorzystania z niej, ale wiedziałam, że
muszę stamtąd wyjść… Oparłam się rękoma na zlewie i spojrzałam na swoje odbicie
w lustrze. Trwałam tak w bez ruchu chwilę i zrozumiałam, że muszę z nim
szczerze porozmawiać. Jednak nie chciałam tak wrócić jakby nigdy nic i z
powrotem bezproblemowo usiąść koło Hazzy. Byłam bezradna. Jedyne co mi
przychodziło do głowy to zadzwonienie do Zayn’a żeby tu przyszedł i mi pomógł… `Nie,
poradzę sobie z tym sama` pomyślałam, bo coś mnie powstrzymało od zadzwonienia
do niego i zaczęłam się zastanawiać czy nie spróbować jednak nie odizolowywać
się tak o Hazzy. Postanowiłam, że poproszę go, żebyśmy spędzili ten wieczór
razem. Z takim nastawieniem zeszłam na dół i usiadłam koło piosenkarza…

nie miałam weny. ;/ lecę szybko, więc się nie rozpisuję... paa. ;**

piątek, 6 kwietnia 2012

4. Miło, że Ci na mnie zależy

- no mów, zostajesz ?! – z nadzieją Harry krzyknął do telefonu tak głośno, że
odsunęłam komórkę od ucha
- długo myślałam… - pozostawiałam chłopaka w niecierpliwości, ciekawa jak
bardzo mu zależy
- no mów wreszcie ! – znowu krzyknął
- ej, nie krzycz na mnie; zawsze mogę zmienić zdanie… - ciągnęłam
- no przepraszam… czyli zostajesz ? – zapytał entuzjastycznie
- a zależy Ci ? – przedłużałam
- taaak – odpowiedział głośno, ale starając się nie krzyczeć loczek
- jak bardzo ? – zapytałam, prawie pękając ze śmiechu
- chooolernie, ale błagam Cię powiedz, że się zgadzasz… - odarł błagalnym
głosem muzyk
- no dobrze – powiedziałam, na co Harry odpowiedziała okrzykiem radości i
podziękował mi za tą decyzję. To było bardzo miłe uczucie, wreszcie czułam, że
komuś na mnie zależy… Spakowałam z powrotem ubrania, które wyrzuciłam z walizki
poszukując odpowiedniego stroju na dzisiaj. Do kosmetyczki schowałam wszystkie
żele, kremy i inne kosmetyki. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, pewna, że to
Harry bez wahania otworzyłam, ale to nie był on… W drzwiach stanął mój wujek, byłam
pewna, że w tym momencie kończy się moje „nowe życie” i wracam do Polski.
Chciałam coś powiedzieć, ale totalnie nie wiedziałam co i nie mogła wykrztusić
z siebie ani jednego słowa; miałam ochotę zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale
to nie miało kompletnie sensu, bo znając go nie poszedł by stąd, a ja musiałam
dzisiaj przecież wyjść. Kompletnie nie wiem co mam teraz zrobić. Na szczęście
wujek wyręczył mnie i pierwszy się odezwał :
- cześć – rzucił luźno i lekko się uśmiechnął. Ehh, zawsze go lubiłam…
- cześć wujku – odpowiedziałam lekko skrępowana – jak mnie tu znalazłeś ? –
dodałam po chwili
- mama do mnie dzwoniła, a mój kolega ze studiów tu pracuje, wiedziałam, że nie
przeżyłabyś na ulicy, a ten hotel spełnia wszelkie Twoje kryteria… patrząc na
Twój budżet – odpowiedział, puszczając mi oczko przy ostatnim zdaniu
- czyli teraz zabierasz mnie nie domu ? – zapytałam zażenowana ze smutną miną
- nie, no coś ty ! Jesteś pełnoletnia i nikt teraz nie mam prawa Tobą kierować.
Wiem jaka jest w domu sytuacja i w 100 % Cię rozumiem, po za tym też byłem
kiedyś w Twoim wieku… – pewnym głosem odpowiedział na moje pytanie
- zawsze byłeś moim ulubionym członkiem rodziny – powiedziałam klepiąc wujka po
ramieniu, a ten uśmiechnął się, po czym ja dodałam :
- ale nie wierzę, że nie zadzwonisz zaraz do mamy i nie będziesz do mnie
codziennie dzwonił i później informował wszystkich co u mnie… - powiedziałam
trochę zażenowana
- ehh, zadzwonię do mamy, bo się zamartwia,
powiem coś w stylu `mała spokojnie, u Julki wszystko spoko` - odpowiedział,
wymawiając śmiesznym głosem rozmowę z mamą, po czym ja wybuchłam śmiechem. Po
chwili, kiedy przestaliśmy się śmiać wujek dodał jeszcze :
- może zadzwonię od czasu do czasu i wpadnę na parapetówkę jak się już
urządzisz, ale nie martw się nie będę Cię nachodził. To Twoje życie i domyślam
się jak chciałaś żeby teraz wyglądało… - odpowiedział wujek uśmiechając się
pociesznie. Ja cały czas spoglądałam na zegar wiszący na ścianie, odliczając
minuty i sekundy do przyjazdu Harry’ego; co jakiś czas machałam z nerwów nogą.
Nie chciałam, żeby wujek zobaczył tu chłopaka, tym bardziej sławnego; swoją
drogą pewnie źle by sobie o mnie wtedy pomyślał… Wujek pytał się mnie jeszcze
jak minęła podróż, jak podoba mi się w Londynie itp., ale po pewnym czasie chyba zauważył, że
gdzieś się spieszę i zapytał :
- a ty gdzieś się teraz wybierasz ?
- emm, tak… właściwie to… idę do… kościoła – odpowiedziałam wymyślając na
poczekaniu coś, żeby brzmiało dość wiarygodnie. Wujek zjechał mnie wzrokiem i
pewnie zdziwiła go długoś spodenek jak na pójście do kościoła, ale widać bardzo
chciał mi uwierzyć, więc nie skomentował tego. Pożegnaliśmy się, a w tym samym
momencie zadzwonił mój telefon. Zamknęłam drzwi od pokoju i podbiegłam do
telefonu szybko naciskając na zieloną słuchawkę…
- już jestem mała – powiedział znajomy mi głos
- ok, już idę – odpowiedziałam podniecając się tym dzisiejszym wieczorem i nie
komentując tego co powiedział…
- emm, to może ja Ci pomogę z tymi walizkami – zaproponował loczek, na co ja
nie zaprzeczyłam i podałam numer pokoju. Już po chwili Harry pukał do moich
drzwi. Kiedy wszedł prawił mi tylko komplementy, na której ja odpowiadałam
szczery uśmiechem i rumieńcami na policzkach.
W końcu dotarliśmy do wielkiego domu One Direction. Kiedy wysiadłam z samochodu
stanęłam jak wryta, ale starałam się nie pokazywać zafascynowania wielkością,
wyglądem i w ogóle wszystkim dotyczącym tego domu, wokół którego rozlegał się
wielki ogród. Sam dom był… wieeeeelki, kremowy, emm i wielki. Tak, może widać,
że zaszokowała mnie wielkość domu jak na 5 osób, ale nigdy nie byłam w tak dużym
mieszkaniu, a mój dom nie należał do najmniejszych; miał 2 piętra, 2 łazienki,
5 pokoi i kuchnię połączoną z salonem. Harry wyciągnął z bagażnika walizki i już chciał ruszyć w stronę drzwi, ale
spojrzał się na mnie chcąc, żebym to ja szła pierwsza z tym, że ja tego nie
zauważyłam i nadal podziwiałam dom. W pewnym momencie poczułam jego spojrzenie na
sobie i odwzajemniłam je. Wtedy chłopak pokazał ręką w kierunku drzwi, sygnalizując,
że mam iść przodem. Ruszyłam. Muzyk otworzył drzwi przede mną i wtedy coś mnie
zatrzymało, poczułam gwałtowny stres, jakiego nigdy nie czułam, jakbym
wchodziła… No nie da się tego do niczego porównać, bo właśnie miałam stanąć
twarzą w twarz z moimi idolami, moim powodem do założenia twittera, moim powodem
do zbierania 94,99 zł na Yearbook’a 1D, moim powodem do robienia bransoletek z
muliny z ich imionami, moim powodem do kupowania wszystkich gazet mających na
okładce cokolwiek wspólnego z 1D, moim powodem do rysowania sobie znaku
Directionersów każdego 14.03… Przekroczyłam próg domu i moim oczom ukazało się
5 osób: Niall, Liam z Danielle i Louis z Eleanor. Totalnie mnie zatkało, znowu…


hmm, w sumie to nie mam co pisać; to by było chamskie gdybm tak znowu prosiła o komentarze i obserwatorów... ;/ no to tak... miałam zamiar tu dodać jak już Julia będzie rozmiawiała z 1D i wgl. całą tą noc, ale to by było za dlugie tak mi się wydaję, więc to będzie w 5. ;>

3. Czasami los usmiecha się do nas drugi raz

Stanęłam na ziemi w Londynie z cudownym humorem, więc mam nadzieję, że nie spieprzę
czegoś i tak będzie cały czas. Odwróciłam się tylko, żeby jeszcze raz spojrzeć
na Hazzę; on odwrócił się w tym samym momencie by spojrzeć na mnie. Trochę się
speszyłam i odwróciłam. `No dobra, to gdzie teraz ?` pomyślałam, bo jestem tu
pierwszy raz i kompletnie nie znam miasta. `No dobra, nigdzie nie dojdę spokojnie
jak zaraz nie zdejmę tych wkurzających spodenek… i nie skorzystam z toalety` -
naszła mnie kolejna myśl. Postanowiłam wrócić się na lotnisko i szybko znaleźć
drzwi z napisem `WC`.
- nareszcie… - wyszeptałam cicho pod nosem i weszłam to pierwszej z brzegu
kabiny. Po załatwieniu swoich potrzeb zaczęłam grzebać w walizce; miałam na
sobie czarno-szarą bejsbolówke, biały
t-shirt, czarne converse i krótkie jeans’owe spodenki, których szczerze
nienawidziłam. Postanowiłam poszukać innych… `Są, te będą idealne !`
powiedziałam sama do siebie i mam nadzieję, że nikt tego nie słyszał.
Wygrzebałam jasno jeans’owe spodenki, specjalne obcięte tak by się pruły i
szybko je ubrałam. Teraz targając te torby staram się dostać do jakiegoś
godnego mnie hotelu, ale ciągle chodzę jakby w kółko i nie mogę nic znaleźć…
Nagle wpadam na chłopaka. Miał na sobie spodnie z obniżonym stanem, skate’y,
bejsbolówke z kapturem, który był zarzucony na głowę.
- ohh, przepraszam – szybko powiedział chłopak swoim anielskim głosem
- nic nie szkodzi – odpowiedziałam i poszłam dalej, bo znając życie chłopak
zacząłby naszą znajomość tak jak Harry. Zdążyłam tylko spojrzeć mu w oczy,
które było cudowne, takie czekoladowe, głębokie. Chciałabym poznać go bliżej, a
najciekawsze w tym wszystkim było to, że zaczęłam chyba w tym cholernym
samolocie czuć coś do loczka, ale nie jako Directionerka… Z przemyśleń wyrwało
mnie burczenie w brzuchu, więc postanowiłam poszukać jakiegoś sklepu
spożywczego, który z resztą szybko zauważyłam na rogu. `Ooo, kupię sobie te
pyszne paluszki serowe` pomyślałam, bo przypomniał mi się ich smak; jadłam je
już, bo mój wujek przywiózł mi je kiedyś. Weszłam do sklepu i ruszyłam do półki
gdzie mogły być, prawie zrzucając walizkami soki z regałów. Nagle moim oczom
ukazał się ten chłopak na którego wpadłam, ale starałam się nie zwracać na
niego uwagi i nie zwracać jego uwagi na siebie… Niestety los chciał, że w tym
samym momencie sięgnęliśmy po tę samą ostatnią paczkę serowych paluszków.
- byłaś pierwsza ! Będę musiał przeżyć bez mojego przysmaku – powiedział
chłopak, ale nie wiedziałam czy się na niego spojrzeć, bojąc się, że się w nim
zakocham; przepraszam, zauroczę… Musiałam na razie zostać przy Hazzie, żeby nie
psuć sobie tego dobrego humoru takimi problemami.
- szczęściara ze mnie… ale ty je weź – odparłam i z lękiem spojrzałam na
chłopaka. Zamurowało mnie ! To był kolejny członek One Direction.
- to może zjemy je razem ? A tak pro po to wierzysz w przeznaczenie ? … Jestem
Zayn – odparł i puścił mi oczko
- a ja Julia. Wiem kim jesteś i znowu muszę to powiedzieć… Nie będę piszczeć,
bo to dziwne; a i nie mam nic przeciwko żebyśmy je zjedli razem – odpowiedziałam
i uśmiechnęłam się do piosenkarza
- świetnie, to może pokażę Ci Londyn… ale zaraz, czemu znowu ? – powiedział z
lekkim zdziwieniem Zayn
- bo widzisz, poznałam już dziś Harry’ego… ale to długa historia –
odpowiedziałam z lekkim zastanowieniem
- mhmm, to pewnie… a dobra, już nieważne – powiedział zażenowanym głosem mulat.
Nie drążyłam tematu i ruszyłam w stronę kasy; Zayn poszedł za mną. Doszliśmy na
miejsce i oczywiście chłopak wyciągną portfel zanim ja zdążyłam otworzyć
torebkę. `Wy macie coś z płaceniem za dziewczyny…` - mruknęłam pod nosem
- coś mówiłaś – powiedziała zaciekawiony chłopak spoglądając na mnie swoim
hipnotyzującym spojrzeniem
- nic nic – szybko odpowiedziałam, bo nie chciałam opowiadać mu całej historii
z udziałem loczka, bo to nie jest najlepszy pomysł.
- wiesz co to jak ty masz mi pokazywać Londyn, to może ja najpierw znajdę jakiś
hotel i zostawię tam te walizki, bo z tego co mi się wydaje Londyn jest bardzo
duuuuży – powiedziałam przekraczając próg sklepu i uśmiechnęłam się do Zayn’a
- myślę, że to dobry pomysł, ale mój jest lepszy… Zanim nie znajdziesz
mieszkania zostaniesz u nas, po co masz przepłacać za hotel – pełen nadziej
odpowiedział mi
- o nie, z resztą jestem już do Was dzisiaj zaproszona… - odpowiedziałam mając
nadzieję, że to nie zasmuci piosenkarza i nie pomyśli sobie nie wiadomo czego o
mnie i Harry’m…
- no to… Harry by się ucieszył gdybyś u nas została – odpowiedział
- czy ty myślisz, że doszło do czegoś między Harry’m a mną ? Uspokoję Cię, że
jak na razie nie… Dobra, pokaż mi jakiś tani hotel, a później pomyślimy co
dalej, ok ?
- nie będę się wtrącał w Twoje życie i zaraz zawiozę Cię do hotelu –
odpowiedział mi na to Zayn.
Zanim się obejrzałam byliśmy już przy hotelu, który był bardzo ładny i zadbany,
a co najważniejsze tani. Zapłaciłam za pokój, zostawiłam walizki i zeszłam z
powrotem do mulata.
- ok, to gdzie jedziemy ? – zapytałam z zafascynowaniem w głosie
- możemy zacząć od London Eye. Co ty na to ? – odpowiedział równie
zafascynowanym głosem Zayn
- zawsze chciałam tam być – szybko mu odpowiedziałam.
Dzień minął mi tak szybko, za szybko. Zayn pokazał mi cały Londyn; Big Ben’a,
London Eye, niesamowity park przy Tower Bridge, zjedliśmy lody podziwiając Pałac
Buckingham i wiele więcej. Byłam tak zmęczona tym zwiedzaniem, że najchętniej
bym zasnęła, ale byłam zobowiązana zadzwonić do Hazzy…
- dziękuję za dzisiaj, było cudownie… Coś mi się wydaje, że jeszcze się dziś
spotkamy – powiedziałam wysiadając z samochodu Zayn’a
- ja też Ci dziękuję i mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy, pamiętaj
przyjaciół poznaje się w biedzie, więc nie przepłacaj za te hotele –
odpowiedział muzyk i puścił mi oczko. Ja się tylko uśmiechnęłam i ruszyłam w
stronę hotelu. Kiedy do niego weszłam szybko pobiegłam do swojego pokoju i
położyłam się na łóżku. No, ale
przyjemność nie trwała wiecznie, bo musiałam zadzwonić do loczka. Stwierdziłam,
że najpierw się jakoś odstawię i wtedy gotowa na spotkanie do niego zadzwonię.
Szybko zaczęłam grzebać w walizkach i stwierdziłam, że to musi być coś
eleganckiego… Wyszperałam beżową marynarkę, do tego czarne krótkie spodenki,
złotawy naszyjnik z sową i podobne bransoletki, bluzkę w odcieniu beżu, a na
stopy wcisnęłam czarne baletki. Wyprostowałam moje lekko kręcone brązowe włosy,
zrobiłam makijaż; w moim przypadku standardowo wzięłam do ręki puder i czarny
tusz do rzęs, a zważając na sytuację wyciągnęłam z kosmetyczki jeszcze czarny eyeliner,
beżowy cień do oczu i jakiś balsam do ust, bo nienawidzę błyszczyków… To taki
pachnący, kolorowy glut na ustach, który zazwyczaj kończy w moim żołądku. Nie
używam dużo kosmetyków do makijażu, bo nie uważam, żeby takie tapeciary były w
tym momencie ładniejsze. Widząc swoje odbicie w lustrze uśmiechnęłam się sama
do siebie i złapałam za telefon. Wybrałam numer loczka i nacisnęłam na zieloną
słuchawkę.
- cześć Julia, nie mogłem się doczekać aż zadzwonisz – usłyszałam słodki głos
Hazzy
- hej ! Jestem gotowa, jeśli nadal
chcesz, możesz po mnie przyjechać – odpowiedziałam i podałam adres hotelu
- jasne, że chcę, będę za jakieś 15 min.; a zdecydowałaś się już czy zostajesz
u nas ? – z nadzieją w głosie zapytał loczek
- emm, tak podjęłam już decyzję – odpowiedziałam bez wahania.


Hej ! ;** jeśli ktoś wgl. czyta te moje wypociny to chcę przeprosić, że dodaję 3 rozdział dopiero teraz, ale od wczoraj; od 22.00 do teraz; 15.00 nie miałam przez mojego tatę internetu... -.- w 4 rozdziale pojawi się 6 niwych bohaterów w tym reszta zespołu... mam jedną prośbę, dodawajcie się do obserwatorów i komentujcie, prooooszę. ;>

środa, 4 kwietnia 2012

2. Miło było Cię poznać

Wsiedliśmy do samolotu, emocje nie dawały mi spokoju.
- to gdzie siadamy ? – rzucił Harry
- emm, gdzie chcesz, ale ja rezerwuję przy oknie ! – z bananem na twarzy
odpowiedziałam
- no dobra… - udając zasmuconego odburknął loczek.
Usiedliśmy mniej więcej na środku, oczywiście ja przy oknie. Kiedy tylko
wzlecieliśmy w powietrze razem z Hazzą zaczęłam podziwiać widoki z okna. Nagle
on, aby lepiej zobaczyć bardziej się do mnie przybliżył i złapał za biodra; no
i znowu burza mózgów w efekcie której lekko się odsunęłam.
- przepraszam – wyszeptał lekko zawiedzionym głosem Harry
- nic nie szkodzi – odpowiedziałam z promiennym uśmiechem na twarzy i dalej
wglapiałam się w okno. Po chwili podziwiania chmur rzuciłam ni stąd ni zowąd
- nie zgłodniałeś może ? – tak długo nie lecieliśmy, ale przez te wrażenia
zaczęłam odczuwać lekki głód i miałam straszna ochotę na coś słodkiego.
- szczerze mówić to nie bardzo, ale z chęcią Ci potowarzyszę – odpowiedział
zielonooki. No i ruszyliśmy w stronę barku… Wszystko wyglądało tak pysznie, ale
patrzyłam tylko na słodycze.
- dobra to ja jednak skuszę się na lody. A ty co chcesz ? – powiedział
zadowolony Harold.
- hmm, a wiesz, że też wezmę lody… - równie zadowolona odpowiedziałam
chłopakowi i zaczęłam gwałtownie szukać drobnych po kieszeniach; w międzyczasie
piosenkarz zapłacił za oba desery.
- no co ty ? – odparłam lekko oburzona
- no to chyba normalne, że za Ciebie zapłaciłem… - odpowiedziała Harry
- ale… - dziwnie się poczułam, może się płaci, ale nie tak normalnie
- tylko bez żądnych `ale` mi tu ! Chodź siadamy, bo nam się lody roztopią –
powiedział i puścił mi oczko loczuś; ruszył w stronę naszych miejsc, a ja za
nim. Po chwili siedzieliśmy już na swoich miejscach i zajadaliśmy się lodami,
które muszę przyznać były bardzo dobre. Nagle Harry zaczął się o mnie wypytywać
i tak zaczęliśmy rozmowę. Dowiedziałam się dużo rzeczy na jego temat, których
nie wiedziała żadna Directionerka (i jestem z tego dumna), a on sporo o mnie;
chwilami zastanawiałam się czy aby nie za dużo jak na te 2 godz. znajomości, no
ale ok, zaufałam mu i mam nadzieję, że on tego nie zepsuje. Ehh, jestem już
trochę zmęczona, liczę na to, że Styles to zauważy i zamknie na chwile tą swoja
słodka buźkę, ewentualnie może mi zaśpiewać kołysankę albo coś w tym stylu.
Zaraz nie powstrzymam się od ziewania… no i się nie udało, ziewnęłam tak jak nigdy
wcześniej.
- jesteś już chyba zmęczona co ? – zapytała Harry
- … noo – odpowiedziałam zachrypniętym głosem przecierając jedno oko. W tym
czasie loczuś wyciągną duży turkusowy i bardzo milutki kocyk którym mnie całą
dokładnie okrył i gdyby tego było mało dał mi swoja poduszkę. Ja uśmiechnęłam
się tylko, bo nie chciałam rozpoczynać nowej rozmowy. Harry odwzajemnił
uśmiech, po którym ja zamknęłam oczy…
- Julia, Julia, obudź się – szturchając mnie delikatnie Harry próbował mnie
obudzić; dobrze, że w porę otworzyłam oczy, bo jego twarz zbliżała się coraz
bardziej do mojego policzka, mam nadzieję, że tylko policzka…
- Co robisz ? – odpowiedziałam zdziwiona, mam nadzieję, że nie zabrzmiało to
chamsko.
-yyy, ja tylko chciałem Cię obudzić, bo zaraz lądujemy… - odpowiedział lekko
zawstydzony muzyk. Ja się tylko uśmiechnęłam w odpowiedzi. Zapadła przeraźliwa
i bardzo krępując cisza. Nagle samolot zaczął się trząść, strasznie się
zdenerwowałam i z emocji złapała Hazzę za rękę.
- Nie bój się ! – szybko odpowiedział chłopak i przytulił mnie. Przez moment
zastanawiałam się, czy to dobrze, ale czułam się przy nim bezpiecznie, a jego
perfumy miały na mnie dobry wpływ. W pewnym momencie z megafonów rozległ się
głos stewardessy `Uwaga, uwaga ! To tylko turbulencje, prosimy pozostać na swoich
miejscach.` kobieta powtórzyła to chyba z 3 razy co było trochę denerwujące.
Wreszcie wszystko wróciło do normy i zastanawiałam się jak teraz wyślizgnąć się
z uścisku chłopaka; z jednej strony było mi tak dobrze, a z drugiej odniosłam
wrażenie, że to wszystko dzieje się za szybko…
- dziękuję… - powiedziałam patrząc w piękne, zielone oczy Harry’ego i tym samy
odsuwając się od niego.
- nie ma za co, może na mnie zawsze liczyć – odpowiedział szczerząc swoje białe
zęby.
Z głośników dobiegł kolejny komunikat `Uwaga, uwaga lądujemy ! Ponownie prosimy
o pozostanie na miejscach`. Myślę, że nikt by się i tak teraz nie ruszył z
fotela…
Wreszcie wylądowaliśmy. Szybka poszłam z loczkiem po walizki. Strasznie
chciałam stanąć już na ziemi, na ziemi w Londynie.
- no to ja już pójdę, dziękuje za wszystko, bardzo miło było mi Cię poznać –
powiedziałam stojąc przodem do chłopaka i kończąc wypowiedź szczerym uśmiechem
- ale zaraz, gdzie ty idziesz ? Chyba nie myślisz, że tak szybko się ode mnie
uwolnisz ? – odpowiedział oburzony Harry
- ej, ale tu nasze drogi się rozchodzą chyba, nie ? – odpowiedziałam chłopakowi
zaskoczona jego wypowiedzią
- o nie ! Idziesz ze mną. – pewnie powiedział piosenkarz
- dokąd ? Nie będę Ci się narzucać… - odpowiedziałam
- ty mi się nie narzucasz, ja Cię zapraszam do mnie do domu. – pewnie
powiedział Harry
- na pewno nie ! – odpowiedziałam oburzona
- ale ty i tak nie masz gdzie spać… - powiedziała Harry dziwnym głosem, chyba
nie chciał się ze mną kłócić… I wykorzystał to co mu i sobie opowiadałam, a
mogłam się tak nie rozgadywać…
- dobra to zrobimy tak ja znajdę gdzieś hotel i zadzwonię do Ciebie, wtedy
będziemy się mogli spotkać; jak tak bardzo chcesz u Ciebie w domu, ok ? –
odpowiedziałam entuzjastycznie.
- o tak ! Tylko się nie zgub i podaj mi swój numer telefonu – z uśmiechem
powiedział Hazza. Wymieniliśmy się numerami telefonów i każdy poszedł w swoją
stronę…




Dobra, tak jak obiecałam wcześniej ten rozdział jest dla Karoliny. ;** a
przynajmniej ten fragment o barku. ;D no i nie mogę zapomnieć o Magdzie. ;**
więc mam nadzieję, że rozdział będzie się Wam podobał… na razie tylko Harry,
ale w kolejnym dojdzie reszta, a przynajmniej Zayn. ;D nie będę się rozpisywać,
bo już trochę późno. ;/ dobranoc i miłego czytania ! ;> - _elle_

1. Życie czasmi robi nam niespodzianki

Zapadła cisza, promienie słoneczne ledwo dostawały się do mojego pokoju, czułam się wtedy tak dziwnie, inaczej niż zwykle, wiedziałam, że wreszcie muszę coś zmienić. Napływały mi różne myśli, a zwłaszcza te o moich planach na przyszłość, kiedy miałam jeszcze 13 lat. Wymyślałam sobie, że dostane się na medycynę, a jak to nie wypali to pojadę do Londynu, poznam kogoś sławnego i nagram z nim album, wzbiję się na szczyt i matematyka mi w tym wcale nie pomoże. Za cholerę nie mogę sobie przypomnieć o kim ja wtedy mogłam myśleć, ale teraz to może One Direction, Ed Sheeran, Bruno Mars, Chris Brown albo zupełnie ktoś inny, którego lekko wykorzystam, może wredne, ale tak mam czasami. To nie egoizm, to dbanie o siebie i swoje sprawy – swoją przyszłość.  Wybrałam te 2 zawody zapewne ze względu na pieniądze, nie dziwie się, nie przelewało się wtedy… no ale cóż, było minęło.
To rozpamiętywanie przyniosło znowu inne złe wspomnienia, kłótnie rodziców… Nie ma co się oszukiwać, nikt przecież ni jest idealny i w każdym normalnym małżeństwie są kłótnie, ale bywały okresy kiedy było bardzo źle. Czuje coraz więcej łez na policzkach i chcę teraz tak bardzo przestać o tym myśleć, ale nie potrafię. Napływa więcej myśli, nawet te samobójcze, mam ochotę złapać za żyletkę, która leży na biurku i zrobić to. (żyletka była mi potrzebna do zrobienia spodni…) Złapałam ją, odwinęłam z papierka. Coraz więcej łez. Strasznie trzęsie mi się ręka, nagle sama odrzuciłam żyletkę w kont pokoju. Zaczęłam się zastanawiać co ja robię ?! Wróciłam myślami do początku i zastanawiałam się co zmienić, by moje życie było inne niż teraz, bo ta separacja doprowadzała mnie do szału. Zobaczyłam dużą walizkę obklejoną naklejkami z różnych wycieczek, żyletka upadła koło niej. I wtedy ta jedna myśl, a później masę innych… Rodzice (o ile jeszcze ich mogę tak nazwać), będą się martwić, zostawię przyjaciół, rodzinę, stąd tyle wspomnień, całe moje dzieciństwo – wszystko tutaj, a teraz to zostawię bez to zawahania ? Wyjechać, czy nie wyjechać ? Nagle wstałam, wzięłam walizkę, otarłam od kurzu i zaczęłam pakować, wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i tak się rozkręciłam, że spakowałam dosłownie wszystko co przydałoby mi się w „nowym życiu”, czyli tak jakbym była pewna, ze opuszczam to miejsce nie zważając na wszystko. I kolejna myśl `tchórzu, uciekasz od problemów, jesteś taka głupia!` - mówił głos w mojej głowie. Zbiegłam na dół, chwyciłam telefon i zadzwoniłam na lotnisko `Dzień dobry, czy może mi panie powiedzieć jakie najbliższe loty zagranice są za minimum półtorej godziny?` zostałam poinformowana o dokładnych godzina i cenach lotów, a teraz padło pytanie `To co pani wybiera - Londyn, Nowy Jork, Paryż czy Rzym ?` ymm, zawahałam się lekko, ale od razu odpowiedziałam stanowczo `Londyn. Czy może pani zarezerwować bilet ?` wybrałam średnią klasę, bo nie będę rozrzutna, muszę jeszcze skombinować mieszkanie, jedzenie itp. Mam teraz zupełnie inny nastrój, jakby lepszy… Pobiegłam szybko to starego pokoju taty, w szufladzie były jeszcze pieniądze, musiałam pamiętać, że będę musiała jeszcze iść do kantoru wymienić je na dolary. Tak na oko wzięłam z 5000 zł, jeśli wrócę do domu to już nie żyję. Zadzwoniłam po taksówkę, miała być za 30 min. Poprosiłam o tyle czasu, bo musiałam się lekko ogarnąć i pożegnać ze wszystkim, napisałam list do mamy `Droga mamo, na pewno wiesz, że Cię kocham; w końcu jestem Twoją córką, podobnie jak taty. Chcę żebyś to wiedziała. Musze wyjechać, to wszystko mnie przytłacza. Wiedz, że bardzo trudno mi jest wyjechać bez pożegnania. Może kiedyś wrócę… zabieram te 5000zł, tylko nie bądź zła, muszę jakoś przeżyć zanim znajdę pracę. Jeśli odezwiesz się do taty to daj mu też ten list… Do mnie proszę nie dzwoń na razie, nie jest w stanie rozmawiać z Tobą teraz, bo to jest za trudne. Na prawdę ciężko mi opuścić to miejsce; całe moje życie, ale nie potrafię tak żyć, może tam czeka na mnie lepszy świat, a może usłyszysz mnie kiedyś w radiu ? Proszę nie zapominaj o mnie - Julia` Po napisanie tego listu dziwnie się poczułam, tak ukuło mnie coś w sercu, jakbym wyrzuciła z niego moją mamę; z resztą resztę rodziny też. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie zaczekać na nią i nie pożegnać się. Z przemyśleń wyrwało mnie głośnie trąbienie przed domem; `Aha, taksówka !` - powiedziałam. Wzięłam walizki, jeszcze raz sprawdziłam, czy zgasiłam światło wszędzie i kiedy już była pewna, że wszystko jest w porządku, wzięłam swoje klucze i zamknęłam dom.
Kierowca taksówki był bardzo miły, pomógł mi wnieść 3 walizki (tak, trochę sporo jak na samodzielne przemierzanie Londynu, ale już tak mam, że zawsze biorę wszystkiego na zapas…) do bagażnika i kulturalnie zamkną za mną drzwi, gdy wsiadłam. Poinformowałam go gdzie chcę dojechać i na którą  godzinę, kierowca tylko mruknął pod nosem coś w stylu `mhmm` i ruszył. Droga strasznie mi się dłużyła, chciałam być już na lotnisku; postanowiłam poprawić sobie humor… Zaczęłam rozmyślać jak zareaguję jak spotkam jakieś swojego idola. O tak, to mi znacznie poprawiło humor i nawet nie zauważyłam jak dojechaliśmy do ostatniego skrzyżowania skąd było już widać wierzę od lotniska. Poczułam jakby motylki w brzuch i to było bardzo dziwne. Dobra, dojechaliśmy. Jejku, jaka jestem zdenerwowana, aż mi niedobrze.
Weszłam do budynku obładowana ciężkimi walizkami. Targałam je do kasy, gdzie odebrałam i zapłaciłam za bilet. Nagle usłyszałam czyiś słodki głos za plecami
- pomóc Ci – odparł chłopak
- emm. – jęknęłam odwracając się twarzą do niego.
Lekko mnie zamurowało gdy zobaczyłam wysokiego zielonookiego chłopaku z burzą loków. Chłopak uśmiechną się i widać czekał na odpowiedź.
- Harry ? Jaa… - zająknęłam się i przypomniałam sobie, że mówię do niego po polsku, szybko się poprawiłam i szpanowałam nienagannym angielskim - Ja nie wiem co powiedzieć, nie mogę w to uwierzyć; ale nie martw się nie będę piszczeć, to jest serio dziwne. – i puściłam do niego oczko
- uff, już myślałem, że ogłuszysz mnie jazgotem zwariowanej Directionerki – i zaśmiał się jak najładniej potrafił – a tak w ogóle to chyba jesteś fanką, znasz moje imię, więc… ?
- oczywiście, że Cię znam, jestem wierną Directionerką, której marzenie właśnie się spełniło – odwzajemniłam jego wcześniejszy uśmiech
- to pomóc Ci z tymi walizkami ? – powiedział Harry
- ehh, nie będę Cię nimi zamęczała, jeszcze się zmęczysz – odpowiedziałam i puściłam mu oczko
- ale ja nie wybaczyłbym sobie, gdybyś miała się połamać pod ciężarem tych toreb i jako mężczyzna powinienem je wziąć, więc nie kłóć się tu ze mną i daj mi je – odparł uroczy loczek
- no dobrze, skoro tak nalegasz…
- lecisz do Londynu ? – zapytał z nadzieją w oczach chłopak
- tak… - odpowiedziałam trochę smutniejszym głosem, ale tak by nie poznał, że coś mnie męczy; nie miałam ochoty na odpowiadanie na masę pytań dotyczących mojego życia.
- to w takim razie będę Cię dręczył całą drogę – uśmiechną się piosenkarz
- ehh, przeżyję… - pewnie odpowiedziałam i zaśmiałam się.
Oboje kierowaliśmy się do samolotu. Myślałam teraz tylko o dwóch rzeczach; o Styles’ie i o tym, czy mama przeczytała już mój list i co sobie o mnie pomyślała…



to taki tam pierwszy rozdział, mam nadzieję, że dobry jak na poczatek. ;> proszę oceniajcie go w komentarzach, a jak przeczytaliście to nie obrażę się jak dodacie się do obserwatorów. ^^ oby rozdział nie był tak zły, że już tu nie wejdziecie... ;/ ;p - _elle_

Siema ! ;3

Skończyło się `More Than This` usłyszałam karetkę, głucha cisza… różne myśli napływają do głowy, nie chciała gwałcić znowu przycisku `otwórz` jeszcze raz wszystko przemyślałam. Nie chciałam myśleć o tych emocjach które były wcześniej… jakby dwa rozstania i uświadomienie sobie kto jest najlepszym przyjacielem i radość, że ją spotkałam, smutek, że się z nimi rozstałam… ale nie ma co męczyć innych moim, życiem, bo by się uśmiali i bali jednocześnie. -.- taki thriller z fajny, soundtrack’iem. Nacisnęłam na `otwórz` i rozbrzmiało znowu `More Than This`, otworzyłam word’a i pomyślałam, że wreszcie zacznę pisać opowiadania, bo miałam wene… teraz mi się odechciało, więc zobaczymy jak mi się uda… a tak na marginesie to łzy same napływają mi do oczu to może coś ujdzie napisać z sensownym dramatycznym początkiem inspirowane trochę moim życiem i już chyba wiem co…


[taka tam notka z wczoraj... dzisiaj z lepszym humorem kończę pierwszy rozdział. ^^ przynajmniej taki mam zamiar. ;D ale dodam późnym wieczorem, bo zaraz wsiadam z przyjaciółką w autobus i wbijamy do Kalisza. ;>]