Zapadła
cisza, promienie słoneczne ledwo dostawały się do mojego pokoju, czułam się
wtedy tak dziwnie, inaczej niż zwykle, wiedziałam, że wreszcie muszę coś
zmienić. Napływały mi różne myśli, a zwłaszcza te o moich planach na przyszłość,
kiedy miałam jeszcze 13 lat. Wymyślałam sobie, że dostane się na medycynę, a
jak to nie wypali to pojadę do Londynu, poznam kogoś sławnego i nagram z nim
album, wzbiję się na szczyt i matematyka mi w tym wcale nie pomoże. Za cholerę
nie mogę sobie przypomnieć o kim ja wtedy mogłam myśleć, ale teraz to może One
Direction, Ed Sheeran, Bruno Mars, Chris Brown albo zupełnie ktoś inny, którego
lekko wykorzystam, może wredne, ale tak mam czasami. To nie egoizm, to dbanie o
siebie i swoje sprawy – swoją przyszłość.
Wybrałam te 2 zawody zapewne ze względu na pieniądze, nie dziwie się,
nie przelewało się wtedy… no ale cóż, było minęło.
To rozpamiętywanie przyniosło znowu inne złe wspomnienia, kłótnie rodziców… Nie
ma co się oszukiwać, nikt przecież ni jest idealny i w każdym normalnym małżeństwie
są kłótnie, ale bywały okresy kiedy było bardzo źle. Czuje coraz więcej łez na
policzkach i chcę teraz tak bardzo przestać o tym myśleć, ale nie potrafię.
Napływa więcej myśli, nawet te samobójcze, mam ochotę złapać za żyletkę, która
leży na biurku i zrobić to. (żyletka była mi potrzebna do zrobienia spodni…)
Złapałam ją, odwinęłam z papierka. Coraz więcej łez. Strasznie trzęsie mi się
ręka, nagle sama odrzuciłam żyletkę w kont pokoju. Zaczęłam się zastanawiać co
ja robię ?! Wróciłam myślami do początku i zastanawiałam się co zmienić, by
moje życie było inne niż teraz, bo ta separacja doprowadzała mnie do szału.
Zobaczyłam dużą walizkę obklejoną naklejkami z różnych wycieczek, żyletka
upadła koło niej. I wtedy ta jedna myśl, a później masę innych… Rodzice (o ile
jeszcze ich mogę tak nazwać), będą się martwić, zostawię przyjaciół, rodzinę,
stąd tyle wspomnień, całe moje dzieciństwo – wszystko tutaj, a teraz to
zostawię bez to zawahania ? Wyjechać, czy nie wyjechać ? Nagle wstałam, wzięłam
walizkę, otarłam od kurzu i zaczęłam pakować, wszystkie najpotrzebniejsze
rzeczy i tak się rozkręciłam, że spakowałam dosłownie wszystko co przydałoby mi
się w „nowym życiu”, czyli tak jakbym była pewna, ze opuszczam to miejsce nie
zważając na wszystko. I kolejna myśl `tchórzu, uciekasz od problemów, jesteś
taka głupia!` - mówił głos w mojej głowie. Zbiegłam na dół, chwyciłam telefon i
zadzwoniłam na lotnisko `Dzień dobry, czy może mi panie powiedzieć jakie
najbliższe loty zagranice są za minimum półtorej godziny?` zostałam
poinformowana o dokładnych godzina i cenach lotów, a teraz padło pytanie `To co
pani wybiera - Londyn, Nowy Jork, Paryż czy Rzym ?` ymm, zawahałam się lekko,
ale od razu odpowiedziałam stanowczo `Londyn. Czy może pani zarezerwować bilet
?` wybrałam średnią klasę, bo nie będę rozrzutna, muszę jeszcze skombinować
mieszkanie, jedzenie itp. Mam teraz zupełnie inny nastrój, jakby lepszy… Pobiegłam
szybko to starego pokoju taty, w szufladzie były jeszcze pieniądze, musiałam
pamiętać, że będę musiała jeszcze iść do kantoru wymienić je na dolary. Tak na
oko wzięłam z 5000 zł, jeśli wrócę do domu to już nie żyję. Zadzwoniłam po
taksówkę, miała być za 30 min. Poprosiłam o tyle czasu, bo musiałam się lekko
ogarnąć i pożegnać ze wszystkim, napisałam list do mamy `Droga mamo, na pewno
wiesz, że Cię kocham; w końcu jestem Twoją córką, podobnie jak taty. Chcę żebyś
to wiedziała. Musze wyjechać, to wszystko mnie przytłacza. Wiedz, że bardzo
trudno mi jest wyjechać bez pożegnania. Może kiedyś wrócę… zabieram te 5000zł,
tylko nie bądź zła, muszę jakoś przeżyć zanim znajdę pracę. Jeśli odezwiesz się
do taty to daj mu też ten list… Do mnie proszę nie dzwoń na razie, nie jest w
stanie rozmawiać z Tobą teraz, bo to jest za trudne. Na prawdę ciężko mi opuścić
to miejsce; całe moje życie, ale nie potrafię tak żyć, może tam czeka na mnie
lepszy świat, a może usłyszysz mnie kiedyś w radiu ? Proszę nie zapominaj o
mnie - Julia` Po napisanie tego listu dziwnie się poczułam, tak ukuło mnie coś
w sercu, jakbym wyrzuciła z niego moją mamę; z resztą resztę rodziny też.
Zaczęłam się zastanawiać, czy nie zaczekać na nią i nie pożegnać się. Z
przemyśleń wyrwało mnie głośnie trąbienie przed domem; `Aha, taksówka !` - powiedziałam.
Wzięłam walizki, jeszcze raz sprawdziłam, czy zgasiłam światło wszędzie i kiedy
już była pewna, że wszystko jest w porządku, wzięłam swoje klucze i zamknęłam dom.
Kierowca taksówki był bardzo miły, pomógł mi wnieść 3 walizki (tak, trochę sporo
jak na samodzielne przemierzanie Londynu, ale już tak mam, że zawsze biorę wszystkiego
na zapas…) do bagażnika i kulturalnie zamkną za mną drzwi, gdy wsiadłam. Poinformowałam
go gdzie chcę dojechać i na którą godzinę,
kierowca tylko mruknął pod nosem coś w stylu `mhmm` i ruszył. Droga strasznie
mi się dłużyła, chciałam być już na lotnisku; postanowiłam poprawić sobie humor…
Zaczęłam rozmyślać jak zareaguję jak spotkam jakieś swojego idola. O tak, to mi
znacznie poprawiło humor i nawet nie zauważyłam jak dojechaliśmy do ostatniego
skrzyżowania skąd było już widać wierzę od lotniska. Poczułam jakby motylki w
brzuch i to było bardzo dziwne. Dobra, dojechaliśmy. Jejku, jaka jestem
zdenerwowana, aż mi niedobrze.
Weszłam do budynku obładowana ciężkimi walizkami. Targałam je do kasy, gdzie
odebrałam i zapłaciłam za bilet. Nagle usłyszałam czyiś słodki głos za plecami
- pomóc Ci – odparł chłopak
- emm. – jęknęłam odwracając się twarzą do niego.
Lekko mnie zamurowało gdy zobaczyłam wysokiego zielonookiego chłopaku z burzą
loków. Chłopak uśmiechną się i widać czekał na odpowiedź.
- Harry ? Jaa… - zająknęłam się i przypomniałam sobie, że mówię do niego po
polsku, szybko się poprawiłam i szpanowałam nienagannym angielskim - Ja nie
wiem co powiedzieć, nie mogę w to uwierzyć; ale nie martw się nie będę piszczeć,
to jest serio dziwne. – i puściłam do niego oczko
- uff, już myślałem, że ogłuszysz mnie jazgotem zwariowanej Directionerki – i zaśmiał
się jak najładniej potrafił – a tak w ogóle to chyba jesteś fanką, znasz moje
imię, więc… ?
- oczywiście, że Cię znam, jestem wierną Directionerką, której marzenie właśnie
się spełniło – odwzajemniłam jego wcześniejszy uśmiech
- to pomóc Ci z tymi walizkami ? – powiedział Harry
- ehh, nie będę Cię nimi zamęczała, jeszcze się zmęczysz – odpowiedziałam i
puściłam mu oczko
- ale ja nie wybaczyłbym sobie, gdybyś miała się połamać pod ciężarem tych toreb
i jako mężczyzna powinienem je wziąć, więc nie kłóć się tu ze mną i daj mi je –
odparł uroczy loczek
- no dobrze, skoro tak nalegasz…
- lecisz do Londynu ? – zapytał z nadzieją w oczach chłopak
- tak… - odpowiedziałam trochę smutniejszym głosem, ale tak by nie poznał, że
coś mnie męczy; nie miałam ochoty na odpowiadanie na masę pytań dotyczących
mojego życia.
- to w takim razie będę Cię dręczył całą drogę – uśmiechną się piosenkarz
- ehh, przeżyję… - pewnie odpowiedziałam i zaśmiałam się.
Oboje kierowaliśmy się do samolotu. Myślałam teraz tylko o dwóch rzeczach; o
Styles’ie i o tym, czy mama przeczytała już mój list i co sobie o mnie
pomyślała…
to taki tam pierwszy rozdział, mam nadzieję, że dobry jak na poczatek. ;> proszę oceniajcie go w komentarzach, a jak przeczytaliście to nie obrażę się jak dodacie się do obserwatorów. ^^ oby rozdział nie był tak zły, że już tu nie wejdziecie... ;/ ;p - _elle_
Rozdzial świetny na nexta czekam ! : D
OdpowiedzUsuńdziękuję, jak się wyrobię to może jeszcze dzisiaj, ale późno. ;p
Usuńmi się taakże b. podoba :D pewnie następne rozdziały będą jeszcze lepsze ;)
OdpowiedzUsuńdziekuję. ;**
Usuńbooskie opowiadanie i mój ulubiony Harruś jest jednym z głównych bohaterów <3 :3 czekam na kolejne rozdziały ! :)
OdpowiedzUsuńdziękuję. ;*** mam nadzieję, że drugi rozdział też będzie Ci się podobał. ^^
UsuńŁaaał, świetne :*
OdpowiedzUsuńdziękuję. ;***
UsuńKurde! Główna bohaterka miała identyczne myśli jak ja w wieku 13 lat ^^
OdpowiedzUsuńPiszesz zajebiste opowiadania, zazdroszczę :*