Siedziałam
w bezruchu na kanapie z laptopem na kolanach. Oczy miałam już mokre od łez, ale
tak bardzo nie chciałam pokazać mojej bezsilności. Nic dla mnie się teraz nie
liczyło. Nic nie czułam. Cholernie nienawidziłam tego stanu. Miałam ochotę
zamknąć się w jakimś ciasnym i ciemnym pomieszczeniu; nie dawać znaku życia.
Patrzyłam się bez przerwy w ekran laptopa z nadzieją, że to może mi się tylko
śni, że zasnęłam ze zmęczenia i teraz mam taki koszmar przez realny nadmiar
szczęścia. Strasznie chciałam, żeby to był sen i chciałam się już obudzić.
Czułam jak pierwsze łzy spływają mi po policzkach. Zmierzyłam wzrokiem każdy
fragment strony, każde słowo, każde zdjęcie. `Przyjechała wczoraj, a już
owinęła wokół palca dwóch chłopaków`, `pier***ona dz**ka`, `ona zrani nam
chłopców`, `niech się odpie***li od 1D`; to tak bolało. Czytałam kolejne
komentarze pod artykułem przedstawiającym mnie w najgorszym świetle. Dziennikarz
postanowił napisać plotkę dzięki której chciał zrobić niezłą kasę i niezłą
aferę, którą zniszczył moje życie. Napisał, że spędziłam upojne kilka godzin w
samolocie z Harrym używając do tego wyssanych z palca relacji pasażerów, że zaraz po rozstaniu z loczkiem okręciłam
sobie wokół palca Zayn’a. Jakby tego było mało opisał również mój spacer z
Hazzą dodając zdjęcia na których się całujemy, nie zapominając o zdjęciach z
baru z pikantnym jedzeniem i zakupami z mulatem. Nie wiedziałam co mam zrobić.
Pamiętając jak zachowywały się fanki i z resztą ja sama kiedy jeden z 1D miał
dziewczynę która nie przypadła nam do gustu, bałam się wejść na moje konto na
tt. Wiedziałam, że kiedyś muszę to zrobić; z drugiej strony było mi teraz tak
źle, że chciałam tym się jeszcze dobić. Wpisałam mój adres e-mail i hasło,
nacisnęłam `Sign in`. Do oczu napłynęło mi jeszcze więcej łez. Przeraziłam się
tym co zobaczyłam, bo ludzie szybko się skapnęli, że ja to ja. Nie mogłam w to
uwierzyć albo nie chciałam. Straciłam prawie wszystkich followersów; co prawda
miałam jakieś 3 670, ale teraz zostało mi raptem 500. Zaczęłam czytać to
wszystko co pisali o mnie i to było najgorsze. Jedynym promykiem nadziei byli
Ci, którzy zauważyli, że z Zayn’em do niczego nie doszło i życzyli mi i Harry’emu
szczęścia. Nagle usłyszałam, że ktoś schodził na dół po schodach; szybko
otarłam oczy z łez. To był Harry. Od razu zorientował się, że nie jest ok.
Podszedł do mnie, kontem oka spojrzał na laptopa i nie mówią nic przytulił
mnie. Zaczęłam płakać w jego ramionach. On tylko wyszeptał:
- mogłem Cię uprzedzić, że tak będzie. Oni teraz będą dążyć do zniszczenie
Tobie… Nam życia. Nie martw się, w końcu im minie. – nic nie odpowiedziałam. Po
jakimś czasie odkleiłam się od loczka, a on stanął nade mną i pocałował mnie w
czoło powtarzając `nie martw się, jestem z Tobą`. Kompletnie nie wiedziałam co
z sobą zrobić. Harry zaproponował, żeby udzielić jakiegoś wywiadu w którym
wszystko wyjaśnimy. W sumie dobry pomysł. Postanowiliśmy, że dla złagodzenia
sprawy wyjaśnimy to w kilku tweetach na tt, a później pomyśli się o wywiadzie.
Harry pobiegł po swojego laptopa na górę i przy okazji wtajemniczył we wszystko
Zayn’a. Obydwoje zeszli na dół, a ja w czasie ich nieobecności starałam się
jakoś ogarnąć. `Nie mogę uwierzyć w to jak się zachowujecie. Z zazdrości
hejtujecie każdą osobę, która znajdzie się w pobliżu waszych idoli. Zastanówcie
się co robicie…`, `tylko prawdziwi Directionersi życzą nam szczęście` takie i
inne tweety opublikowaliśmy z Harrym, no i Zayn oczywiście też napisał to i
owo. Zrobiło się już późno; właściwie to jak na mnie wczesna godzina, ale
chciałam już iść spać i obudzić się jutro rano z innym humorem. Zasypiałam
jeszcze z nadzieją, że to wszystko sen i jak jutro się obudzę będzie normalnie.
Zanim zasnęłam czułam jak Harry objął mnie w tali od tyłu i wtulił się w moje
włosy.
****************************
RANO
***************************
Ciepłe promienie delikatnie przebijały się przez nie do końca zasłonięte rolety
i muskały moją twarz. Otworzyłam oczy ledwo na siłach. Harry leżał tym razem
zupełnie na drugim końcu łóżka. Nie chcąc go obudzić, nie robiąc większego
hałasu wygramoliłam się spod kołdry, założyłam szlafrok i delikatnie otworzyłam
drzwi balkonowe. Usiadłam na leżaku i patrzyłam na budzący się do życia Londyn.
Wszystko byłoby pięknie gdyby nie sam fakt, że przeżycia z wczoraj nie były
snem. Znowu wróciły te emocje, może nie
tak silne, ale jednak były. Rozkleiłam się. Zaczęłam płakać jak małe dziecko
użalając się nad sobą. W tym stanie byłam gotowa zrobić dosłownie wszystko.
Dlatego dobrym pomysłem było opuszczenie balkonu. Nawet nie wiedziałam która
była godzina. Spojrzałam na telefon; 6.10. Zastanawiałam się co ze sobą zrobić.
Kompletnie nic nie przychodziło mi do głowy, a nie miałam ochoty z powrotem
położyć się do łóżka. Postanowiłam, że zrobię co pożytecznego, ale najpierw
musiałam się jakoś ubrać i w ogóle umyć itp. Wyciągnęłam z torby jasno
jeans’owe shorty, które były ucięte tak żeby się pruły, do tego założyłam białą
koszulę; żeby nie było nie jakąś galową tylko taką no… jak to moja przyjaciółka
nazywała piracką. Na stopy wcisnęłam brązowe sandałki. Teraz tylko jakaś
biżuteria, standardowy makijaż i fryzura; czyli luźny warkoczyk na boku.
Wzięłam klucze Hazzy od domu i po cichu zeszłam na dół. Stanęłam przed domem i
zastanawiałam się gdzie znaleźć jakiś sklep. Bo na pewno o tej porze coś było
otwarte, przecież są sklepy 24/7 h. Szłam tak przed siebie, aż w końcu
znalazłam jakiś sklep spożywczy. Kupiłam co trzeba i ruszyłam z powrotem do
domu. Nawet nie zauważyłam, że była już prawie 8.00. Postanowiłam, że zacznę
przygotowywać śniadanie. Wyciągnęłam wszystkie potrzebne składniki i zabrałam
się do pracy. Czas mijał mi szybko. W końcu ktoś postanowił wstać i przyznam,
że miał dobry refleks. Akurat skończyłam; była 9.15. Pierwszym gościem na
śniadaniu był Niall; zakładam, że obudziły go zapachy dobiegające z kuchni. Postawiłam
chłopakowi przed nosem talerz ze śniadaniem, a konkretniej to moją wersją
hamburgera, tj. pszenna bułka z bekonem, jajkiem sadzonym i do wyboru 2 sałatki
ze świeżych warzyw. Moje danie popisowe. Niall spojrzał na mnie wyłupiastymi
oczami, a właściwie to z taką dziękującą miną i od razu zaczął wpychać sobie do
buzi jedzenie. Bałam się zostawić blondyna samego w kuchni, ale ktoś musiał
obudzić resztę. Zaczęłam od Harry’ego. Weszłam po cichu do pokoju i zaczęłam
wyszeptywać na ucho jego imię przeplatając ze słodkim `Wstawaj Kotku`, co jakiś
czas całując go w policzek. W końcu udało mi się go do budzić. Loczek na
powitanie pocałował mnie czule w usta i zaraz po tym poszedł do łazienki. Ja
natomiast poszłam budzić pozostałych. Najbliżej miałam do Louis’a i Eleanor.
Zapukałam, bo nie wiem czy chcę wiedzieć co tam się działo. Na moje stukanie
Lou odpowiedział, że już idą i kamień spadł mi z serca, bo nie chciałam tam
wchodzić, sama nie wiem czemu. Teraz Zayn. Weszłam do pokoju mulata i zaczęłam
podobniej jak z Harrym, ale oszczędzając takich słów jak `Kotku` i tylu
buziaków… Kiedy Zayn się obudził uśmiechną się do mnie pogodnie i w samych
bokserkach pobiegł do łazienki robiąc przy tym różne śmieszne miny. Wybuchłam
śmiechem. Wyszłam z pokoju i poszłam w kierunku sypialni Liam’a i Danielle, ale
kiedy się na chwile odwróciłam zauważyłam,
że schodzą już po schodach na dól; i znów kamień spadł mi z serca.
Pobiegłam na dół, bojąc się o swoje hamburgery. Kiedy byłam już w kuchni,
wszyscy zajadali się śniadaniem dziękując mi przy tym i podziwiając talent
kulinarny. Szczerze mówiąc nie widziałam w moim gotowaniu niczego niezwykłego,
ale jeśli już jakieś zamiłowanie do tego czy coś to na pewno po tacie. Myśląc o
nim przez moment zrobiło mi się jakoś smuto i pusto w sercu, ale zaraz wróciłam
do rzeczywistości, bo nie chciałam tracić tak dobrego humoru, który nie wiem skąd
się wziął. Po śniadaniu usiedliśmy na kanapie zastanawiając się co ze sobą
zrobić. Harry i Zayn wglapiali się we mnie jakby mieli coś w planach albo wiedzieli
coś o czym ja nie wiedziałam, a powinnam. Zakładam, że chodziło im o wczoraj… W
końcu Zayn odważył się przerwać cisze i powiedział:
- ja z Julią i Harrym jedziemy do `Prezhilton ` załatwić to i owo - loczek w odpowiedzi kiwnął głową, a ja nie odpowiedziałam tylko bawilam sie swoimi paznokciami. Reszta stwierdziłam, że zaczekają na nas i później ustalimy plan działania na dalszy dzień.
Wydaje mi się, że ten rozdział nie jest zły. ^^ miałam dodać wczoraj, a właściwie to było już dzisiaj, ale w jakis dziwny sposób ok. 00.45 rozłączyło się w całym domu wi-fi. -.- normalnie zacznę wierzyć w duchy. ;x a tak wgl. to fajnie, że 2. nowe osoby czytają mój blog. <3 chciałam Was tylko prosić, żebyście dodawali się do obserwatorów... ;** dobra, nie męczę Was już. ;p paa. ;***
No i dobrze ci się wydaje ! :D Oby tak dalej ! ;*
OdpowiedzUsuńdziękuję. ;*** tez mam taką nadzieję. ;pp
UsuńŚwietny rozdział ! Zawsze musisz w najciekawszym momencie przerwać ! ; OO jak możesz ?! Czekam na nexta
OdpowiedzUsuńdziękuję. ;*** oj tam, to właśnie buduje napięcie, czy coś. xD dodam może jutro...
Usuń