wtorek, 24 kwietnia 2012

8. Było za dobrze, żeby do końca szczęśliwie

Siedziałam w bezruchu na kanapie z laptopem na kolanach. Oczy miałam już mokre od łez, ale tak bardzo nie chciałam pokazać mojej bezsilności. Nic dla mnie się teraz nie liczyło. Nic nie czułam. Cholernie nienawidziłam tego stanu. Miałam ochotę zamknąć się w jakimś ciasnym i ciemnym pomieszczeniu; nie dawać znaku życia. Patrzyłam się bez przerwy w ekran laptopa z nadzieją, że to może mi się tylko śni, że zasnęłam ze zmęczenia i teraz mam taki koszmar przez realny nadmiar szczęścia. Strasznie chciałam, żeby to był sen i chciałam się już obudzić. Czułam jak pierwsze łzy spływają mi po policzkach. Zmierzyłam wzrokiem każdy fragment strony, każde słowo, każde zdjęcie. `Przyjechała wczoraj, a już owinęła wokół palca dwóch chłopaków`, `pier***ona dz**ka`, `ona zrani nam chłopców`, `niech się odpie***li od 1D`; to tak bolało. Czytałam kolejne komentarze pod artykułem przedstawiającym mnie w najgorszym świetle. Dziennikarz postanowił napisać plotkę dzięki której chciał zrobić niezłą kasę i niezłą aferę, którą zniszczył moje życie. Napisał, że spędziłam upojne kilka godzin w samolocie z Harrym używając do tego wyssanych z palca relacji pasażerów,  że zaraz po rozstaniu z loczkiem okręciłam sobie wokół palca Zayn’a. Jakby tego było mało opisał również mój spacer z Hazzą dodając zdjęcia na których się całujemy, nie zapominając o zdjęciach z baru z pikantnym jedzeniem i zakupami z mulatem. Nie wiedziałam co mam zrobić. Pamiętając jak zachowywały się fanki i z resztą ja sama kiedy jeden z 1D miał dziewczynę która nie przypadła nam do gustu, bałam się wejść na moje konto na tt. Wiedziałam, że kiedyś muszę to zrobić; z drugiej strony było mi teraz tak źle, że chciałam tym się jeszcze dobić. Wpisałam mój adres e-mail i hasło, nacisnęłam `Sign in`. Do oczu napłynęło mi jeszcze więcej łez. Przeraziłam się tym co zobaczyłam, bo ludzie szybko się skapnęli, że ja to ja. Nie mogłam w to uwierzyć albo nie chciałam. Straciłam prawie wszystkich followersów; co prawda miałam jakieś 3 670, ale teraz zostało mi raptem 500. Zaczęłam czytać to wszystko co pisali o mnie i to było najgorsze. Jedynym promykiem nadziei byli Ci, którzy zauważyli, że z Zayn’em do niczego nie doszło i życzyli mi i Harry’emu szczęścia. Nagle usłyszałam, że ktoś schodził na dół po schodach; szybko otarłam oczy z łez. To był Harry. Od razu zorientował się, że nie jest ok. Podszedł do mnie, kontem oka spojrzał na laptopa i nie mówią nic przytulił mnie. Zaczęłam płakać w jego ramionach. On tylko wyszeptał:
- mogłem Cię uprzedzić, że tak będzie. Oni teraz będą dążyć do zniszczenie Tobie… Nam życia. Nie martw się, w końcu im minie. – nic nie odpowiedziałam. Po jakimś czasie odkleiłam się od loczka, a on stanął nade mną i pocałował mnie w czoło powtarzając `nie martw się, jestem z Tobą`. Kompletnie nie wiedziałam co z sobą zrobić. Harry zaproponował, żeby udzielić jakiegoś wywiadu w którym wszystko wyjaśnimy. W sumie dobry pomysł. Postanowiliśmy, że dla złagodzenia sprawy wyjaśnimy to w kilku tweetach na tt, a później pomyśli się o wywiadzie. Harry pobiegł po swojego laptopa na górę i przy okazji wtajemniczył we wszystko Zayn’a. Obydwoje zeszli na dół, a ja w czasie ich nieobecności starałam się jakoś ogarnąć. `Nie mogę uwierzyć w to jak się zachowujecie. Z zazdrości hejtujecie każdą osobę, która znajdzie się w pobliżu waszych idoli. Zastanówcie się co robicie…`, `tylko prawdziwi Directionersi życzą nam szczęście` takie i inne tweety opublikowaliśmy z Harrym, no i Zayn oczywiście też napisał to i owo. Zrobiło się już późno; właściwie to jak na mnie wczesna godzina, ale chciałam już iść spać i obudzić się jutro rano z innym humorem. Zasypiałam jeszcze z nadzieją, że to wszystko sen i jak jutro się obudzę będzie normalnie. Zanim zasnęłam czułam jak Harry objął mnie w tali od tyłu i wtulił się w moje włosy.

****************************   RANO   ***************************

Ciepłe promienie delikatnie przebijały się przez nie do końca zasłonięte rolety i muskały moją twarz. Otworzyłam oczy ledwo na siłach. Harry leżał tym razem zupełnie na drugim końcu łóżka. Nie chcąc go obudzić, nie robiąc większego hałasu wygramoliłam się spod kołdry, założyłam szlafrok i delikatnie otworzyłam drzwi balkonowe. Usiadłam na leżaku i patrzyłam na budzący się do życia Londyn. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie sam fakt, że przeżycia z wczoraj nie były snem. Znowu wróciły te  emocje, może nie tak silne, ale jednak były. Rozkleiłam się. Zaczęłam płakać jak małe dziecko użalając się nad sobą. W tym stanie byłam gotowa zrobić dosłownie wszystko. Dlatego dobrym pomysłem było opuszczenie balkonu. Nawet nie wiedziałam która była godzina. Spojrzałam na telefon; 6.10. Zastanawiałam się co ze sobą zrobić. Kompletnie nic nie przychodziło mi do głowy, a nie miałam ochoty z powrotem położyć się do łóżka. Postanowiłam, że zrobię co pożytecznego, ale najpierw musiałam się jakoś ubrać i w ogóle umyć itp. Wyciągnęłam z torby jasno jeans’owe shorty, które były ucięte tak żeby się pruły, do tego założyłam białą koszulę; żeby nie było nie jakąś galową tylko taką no… jak to moja przyjaciółka nazywała piracką. Na stopy wcisnęłam brązowe sandałki. Teraz tylko jakaś biżuteria, standardowy makijaż i fryzura; czyli luźny warkoczyk na boku. Wzięłam klucze Hazzy od domu i po cichu zeszłam na dół. Stanęłam przed domem i zastanawiałam się gdzie znaleźć jakiś sklep. Bo na pewno o tej porze coś było otwarte, przecież są sklepy 24/7 h. Szłam tak przed siebie, aż w końcu znalazłam jakiś sklep spożywczy. Kupiłam co trzeba i ruszyłam z powrotem do domu. Nawet nie zauważyłam, że była już prawie 8.00. Postanowiłam, że zacznę przygotowywać śniadanie. Wyciągnęłam wszystkie potrzebne składniki i zabrałam się do pracy. Czas mijał mi szybko. W końcu ktoś postanowił wstać i przyznam, że miał dobry refleks. Akurat skończyłam; była 9.15. Pierwszym gościem na śniadaniu był Niall; zakładam, że obudziły go zapachy dobiegające z kuchni. Postawiłam chłopakowi przed nosem talerz ze śniadaniem, a konkretniej to moją wersją hamburgera, tj. pszenna bułka z bekonem, jajkiem sadzonym i do wyboru 2 sałatki ze świeżych warzyw. Moje danie popisowe. Niall spojrzał na mnie wyłupiastymi oczami, a właściwie to z taką dziękującą miną i od razu zaczął wpychać sobie do buzi jedzenie. Bałam się zostawić blondyna samego w kuchni, ale ktoś musiał obudzić resztę. Zaczęłam od Harry’ego. Weszłam po cichu do pokoju i zaczęłam wyszeptywać na ucho jego imię przeplatając ze słodkim `Wstawaj Kotku`, co jakiś czas całując go w policzek. W końcu udało mi się go do budzić. Loczek na powitanie pocałował mnie czule w usta i zaraz po tym poszedł do łazienki. Ja natomiast poszłam budzić pozostałych. Najbliżej miałam do Louis’a i Eleanor. Zapukałam, bo nie wiem czy chcę wiedzieć co tam się działo. Na moje stukanie Lou odpowiedział, że już idą i kamień spadł mi z serca, bo nie chciałam tam wchodzić, sama nie wiem czemu. Teraz Zayn. Weszłam do pokoju mulata i zaczęłam podobniej jak z Harrym, ale oszczędzając takich słów jak `Kotku` i tylu buziaków… Kiedy Zayn się obudził uśmiechną się do mnie pogodnie i w samych bokserkach pobiegł do łazienki robiąc przy tym różne śmieszne miny. Wybuchłam śmiechem. Wyszłam z pokoju i poszłam w kierunku sypialni Liam’a i Danielle, ale kiedy się na chwile odwróciłam zauważyłam,  że schodzą już po schodach na dól; i znów kamień spadł mi z serca. Pobiegłam na dół, bojąc się o swoje hamburgery. Kiedy byłam już w kuchni, wszyscy zajadali się śniadaniem dziękując mi przy tym i podziwiając talent kulinarny. Szczerze mówiąc nie widziałam w moim gotowaniu niczego niezwykłego, ale jeśli już jakieś zamiłowanie do tego czy coś to na pewno po tacie. Myśląc o nim przez moment zrobiło mi się jakoś smuto i pusto w sercu, ale zaraz wróciłam do rzeczywistości, bo nie chciałam tracić tak dobrego humoru, który nie wiem skąd się wziął. Po śniadaniu usiedliśmy na kanapie zastanawiając się co ze sobą zrobić. Harry i Zayn wglapiali się we mnie jakby mieli coś w planach albo wiedzieli coś o czym ja nie wiedziałam, a powinnam. Zakładam, że chodziło im o wczoraj… W końcu Zayn odważył się przerwać cisze i powiedział:
- ja z Julią i Harrym jedziemy  do `Prezhilton ` załatwić to i owo - loczek w odpowiedzi kiwnął głową, a ja nie odpowiedziałam tylko bawilam sie swoimi paznokciami. Reszta stwierdziłam, że zaczekają na nas i później ustalimy plan działania na dalszy dzień.




Wydaje mi się, że ten rozdział nie jest zły. ^^ miałam dodać wczoraj, a właściwie to było już dzisiaj, ale w jakis dziwny sposób ok. 00.45 rozłączyło się w całym domu wi-fi. -.- normalnie zacznę wierzyć w duchy. ;x a tak wgl. to fajnie, że 2. nowe osoby czytają mój blog. <3 chciałam Was tylko prosić, żebyście dodawali się do obserwatorów... ;** dobra, nie męczę Was już. ;p paa. ;***

4 komentarze:

  1. No i dobrze ci się wydaje ! :D Oby tak dalej ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział ! Zawsze musisz w najciekawszym momencie przerwać ! ; OO jak możesz ?! Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję. ;*** oj tam, to właśnie buduje napięcie, czy coś. xD dodam może jutro...

      Usuń